środa, 30 lipca 2014

Brzoskwnina, mango - słodki duet.

Hej :)) 
Z czym kojarzy Wam się mus? Mi tylko i wyłącznie ze słodyczami. :D Taki np. mus truskawkowy z bitą śmietaną... Albo cokolwiek z bitą śmietaną lubię. :D Ogólnie słodycze lubię. :D
Dzisiaj też o musie, ale tym razem do ciała z Tutti Frutti o zapachu mango i brzoskwini.
Opakowanie to plastikowy słoiczek o pojemności 275 ml zabezpieczony sreberkiem. Nakrętka jest czarna (zostają palce czasami :D). Zarówno na nakrętce jak i na słoiczku są nadruki przedstawiające owoce. Naklejki nie odklejają się. :))
W czasie podróży produkt okropnie "wędruje" po opakowaniu, ale to chyba norma.
Nie nazwałabym tego musem. Nie, to w ogóle nie przypomina musu. Jak dla mnie jest to budyń. :D Produkt jest lekki i szybko się wchłania. Fajnie się rozprowadza, nie zostawia tłustego filmu. Zapewnia nawilżenie odpowiednie na cieplejszą porę roku. Na pewno nie nada się do regeneracji w czasie zimy spękanej, suchej skóry. :)) Latem sprawuje się IDEALNIE, ma odpowiednie nawilżenie. :)
Zapach jest CUDOWNY! Pachnie jak...owoce. :D Tak słodko, ahhh! :D Najlepsze jest to, że zapach utrzymuje się na skórze. Gdy posmaruję się musem wieczorem to jeszcze rano czuję go. :D Ale nie jest on nachalny, więc nie powinien przeszkadzać. :)
Produkt dostaniecie pewnie w większości drogerii za około 13 zł. :)) Wiem, że swego czasu można było dostać go w Biedronce za cenę 5-6 zł. :))

Lubicie, gdy zapach długo utrzymuje się na skórze? Czy raczej lepiej, żeby to wszystko szybko się ulotniło, a pozostało tylko nawilżenie? 
Pozdrawiam, 
Fabryczna :)
P.S Post opublikowany został automatycznie. Aktualnie jestem hen, hen daleko, za górami, za lasami.. Nie no żartuję. :D Jestem na wakacjach w Finlandii, wracam 11 sierpnia. Na komentarze i pytania postaram się odpowiedzieć po powrocie. :) Czekajcie cierpliwie i mam nadzieję, że będzie Wam mnie brakowało. :D

poniedziałek, 28 lipca 2014

Wyjazdowa kosmetyczka

Heej :)
Zarówno As jak i Zaczarowanaa wyraziły chęć obejrzenia wakacyjnej kosmetyczki, więc oto jest - nie ma tylko w niej szamponu, żelu pod prysznic i paru innych podstawowych rzeczy (coś na komary KONIECZNIE!).
Zacznijmy od włosów...Zdecydowałam, że nie biorę maski, poradzę sobie z samą odżywką Balea mango&aloes - polubiliśmy się. Nie wiem, co teraz zrobić z niebieską Isaną, która mi robi puch na głowie - stosowałam z różnymi szamponami, zawsze taki sam efekt. ;(
Obowiązkowo po myciu jedwab do włosów z Green Pharmacy, który uwielbiam oraz w razie potrzeby do ujarzmienia włosów krem/olejek z Schaumy. ;)
Biorę jeszcze tak dla pewności suchy szampon Batiste w wersji lace, który dostałam od As (:*). Pachnie CU-DO-WNIE, ciekawe jak się będzie spisywał. ;)
Nawilżacze - krem do stóp FussWohl,o  którym pisałam ostatnio. Mleczko z olejem z róży z Soraya to mój nowy nabytek kupiony za 3 złote w Biedrze. :D Dalej krem do rąk Balea papaja&maślanka, który pachnie obłędnie i dobrze nawilża. ;) Oraz kolejny nowy zakup - Cetaphil MD Dermoprotektor. Mam nadzieję, że zastąpi mój balsam Decubal, który niestety został wycofany. :(
Dalej mamy Lovenę i oczyszczają żel do mycia twarzy z efektem peelingu. Jest to taki sam produkt, jaki można dostać w Biedronce tylko, że sprzedawany w Netto. ;) Dalej mała Bioderma Sebium, którą biorę tylko dlatego, że jest mała. :D Dalej Lady Speed Stick, której nie wyobrażam sobie NIE WZIĄĆ. Na zdjęciu jest również krem 25+ nawilżająco-matujący z Ziai, którego recenzja znajdzie się na blogu 7 sierpnia. ;) Nie potrafiłam rozstać się również z masełkiem Nivea oraz kremem AA 20+ Wrażliwa Natura - tutaj recenzja. :)
Kosmetyki do makijażu - raczej nie będę z nich jakoś szczególnie korzystać, ale kto wie, gdzie się wybierzemy. :D Te zdjęcie przypomniało mi, że nie wzięłam tuszu do rzęs. :D
Pędzelek do pudru składany, puder Sensique, który jest moim ulubieńcem wszechczasów - mam drugie opakowanie, bo poprzedni już na samiusieńkim końcu się połamał. ;) TUTAJ recenzja. Korektor też musiałam zabrać, bo to podstawowa podstawa. Biorę kamuflaż z Catrice (recenzja) oraz Maybelline Affinitone, który posłuży mi pod oczy. ;) Podkład z Max Factora Whipped Creme tylko do zadań specjalnych (recenzja) tak samo jak paletka cieni z Inglota czy baza pod cienie Hean. ;) Róz wzięłam, bo nie wyobrażam sobie podkładu bez niego. ;) Do tego obowiązkowo pędzle z Hakuro, które przed wyjazdem wypiorę.
Obowiązkowo również biorę błyszczyk z Miss Sporty (muszę znaleźć ten z Eveline!) oraz Blistex, który jest moją ulubioną pomadką ochronną. Do tego żel do brwi bezbarwny z Catrice. :)
I 3 lakiery w neutralnych kolorach, wszystkie od Wibo. Kolory od lewej: 5, 181,350. :)

Dużo, mało, same oceńcie. :D Teoretycznie wszystko będzie użyteczne. :D

Pozdrawiam, 
Fabryczna :))
P.S Post opublikowany został automatycznie. Aktualnie jestem hen, hen daleko, za górami, za lasami.. Nie no żartuję. :D Jestem na wakacjach w Finlandii, wracam 11 sierpnia. Na komentarze i pytania postaram się odpowiedzieć po powrocie. :) Czekajcie cierpliwie i mam nadzieję, że będzie Wam mnie brakowało. :D 

sobota, 26 lipca 2014

O stopy dbać trzeba!

Heeej :D
Dobra, sama taka święta nie jestem i o stopy nie dbam zbyt... regularnie. ;D Tzn. jak mi się przypomni. O ile peelingu używam w miarę regularnie tak kremu już nie bardzo, bo NIE CHCE MI SIĘ SKARPETEK ZDEJMOWAĆ. :D Wielkim problem jak widać. :D Ale kremy do stóp jakoś zużywam, kończę już jedno opakowanie, mam już dwa kupione, które wejdą na jego miejsce (bezsensu - wystarczyłby jeden :D).
Dzisiejszym bohaterem będzie krem do stóp z 10% mocznikiem marki własnej Rossmanna - Fusswohl.
 Krem na półce stoi schowany w kartoniku. Mój już trochę zmasakrowany, ale musiałam go pokazać. :D Na tubce jest dokładnie ta sama grafika tylko, że w mniejszej wersji. :) Krem ma 75 ml.
Na kartoniku jak i na tubce, która stoi na głowie, mamy opis użycia i skład. Ogólnie wniosek jest jeden - krem ma nawilżać i regenerować bardzo suchą skórę. Mocznik, gliceryna i wosk pszczeli to substancje nawilżające, wygładzające. :)
Otwór, przez który wydobywa się krem ma dobry "rozmiar". :) Konsystencja kremu na pierwszy rzut wydaje się taka wodna i w miarę lekka. Po kontakcie ze skóra w celu rozsmarowania produktu czujemy taką "tłustość", czuć, że jest on jednak troszkę bardziej cięższy niż uważaliśmy na początku. :)
Zapach? Coś jak krem Nivea - nie inwazyjny. :)
Działanie jest naprawdę fajne. :) Krem nakładam zazwyczaj wieczorem, skupiając się głównie na najbardziej zniszczonych partiach, a potem nakładam skarpetki i idę spać. Rano, po przebudzeniu, stopy są miękkie i nawilżone. Regularne stosowanie prowadzi do faktycznie "lepszych" stóp (nie można zapominać o peelingach, moczeniu stóp itd.). Zastanawiam się w jakich warunkach krem by sobie NIE PORADZIŁ. Często chodzę na boso, nawet po dworze ("Nie chce mi się nakładać butów, przecież te kamienie nie mogą być ostre!"), a krem sobie radzi. :D
Wchłania się szybko, ale zostawia coś typu warstwy ochronnej, która nie przeszkadza mi. ;) Nie jest na tak nachalna jak głupia parafina w peelingu z Perfecty. :D
Słowem podsumowania - krem bardzo, bardzo fajny! Za jakieś 5-6 zł (w promocji nawet za 4 zł!) mamy świetny produkt do stóp. :)) Dostępny tylko w Rossmannie, ale w Polsce pełno tych drogerii, więc to żaden minus (w moim niezbyt dużym mieście jest 5 Rossmannów - mogliby jeden zamienić na Hebe. :D). ;)

Jakich kremów używacie do stóp? A może macie te tarki do stóp, które ostatnio były w Biedronce, są również z Scholla czy Fusswohl? ;)

Pozdrawiam, Fabryczna :))
P.S Post opublikowany został automatycznie. Aktualnie jestem hen, hen daleko, za górami, za lasami.. Nie no żartuję. :D Jestem na wakacjach w Finlandii, wracam 11 sierpnia. Na komentarze i pytania postaram się odpowiedzieć po powrocie. :) Czekajcie cierpliwie i mam nadzieję, że będzie Wam mnie brakowało. :D

czwartek, 24 lipca 2014

Baju, baju, baj!

Czeeść :D
Dzisiaj wyjeżdżam w końcu na upragnione wakacje z rodziną. ;) W tym roku naszym celem jest Finlandia po raz trzeci. Liczymy na to, że przywieziemy sporo grzybów i jagód. ;) Czeka nas długa, 3 dniowa droga, ale jednym z najfajniejszych środków transportu, czyli PROMEM. (oczywiście też samochodem , ale samochód to nie atrakcja :D).
Mam nadzieję, że nie narobię sobie zbyt dużych zaległości. :D Internet może będzie, może nie - w końcu jedziemy w dzicz :D (ale podobno nie AŻ taką jak wcześniej) Przygotowałam posty na zapas, co by tu nudą nie wiało. ;)
Wracam 11 sierpnia z samego rana (o 5:30 śniadanie na promie - pogięło kogoś :D). :))

Zostańcie ze mną! 
Fabryczna :D
P.S Jestem właśnie w drodze do Gdyni na prom - po powrocie na pewno zdam Wam relację - jesteście ciekawe? Chcecie? :D

piątek, 18 lipca 2014

Szlakiem zwykłego dnia...

Czeeeeść ^^
Do tej pory nie wiem jak zabrać się za ten post. :D Nie da napisać się planu dnia... Przynajmniej nie w moim wypadku. Jasne, pisałam Wam wiele razy, że muszę mieć dokładne informacje nt. różnych wyjść, ALE ale czasami trzeba ponieść się chwili i wyjść gdzieś z przyjaciółmi czy samemu, zorganizować coś całkowicie spontanicznie. Jestem osobą, która nie potrafi siedzieć bezczynnie w miejscu i marnować cenny czas. Szkoda dnia. :D
Po części postaram się Wam przedstawić mój dzień... Plan podzieliłam na dwie wersje - "zwyklak"  i "przyjemny". Pierwsza wersja odwołuje się do dnia w roku szkolnym,a  druga do dnia wakacyjnego. :))
Między 6:20 - 7:30 Pobudka zależy od tego, na którą mam do szkoły, czy jadę autobusem, czy ktoś mnie zawozi, jaka jest pogoda itd. :)) Generalnie pobudek o 6:20 nie lubię. :P Potem standardowo - ubieramy się, łazienka, śniadanie, "wypad" z domu. :D
Ciekawostka Zimą ubieranie się zabiera mi MNÓSTWO czasu, ponieważ...TRZĘSĘ SIĘ JAK GALARETA! :D

8:00 - 15:00 Zajęcia szkolne/kółka. Tu też wszystko zależy od różnych czynników: czy jest nauczyciel, czy mamy lekcje, ile mamy lekcji, do której, czy są kółka itd. Generalnie nie wracam później niż 16. ;) (chyba, że spóźnię się na autobus :D) Dwa razy w tygodniu mam jeszcze dodatkowy angielski, który nie jest organizowany w szkole ani przez szkołę (w tym roku był to wtorek i czwartek od 16:50 do 17:40). Po powrocie obiad :)

Popołudnie Najpierw obowiązki, potem przyjemności - taka moja malutka reguła. :D Staram się odrabiać zadania domowe na bieżąco, ale czasami leń bierze górę nade mną. :D Potem spakowanie torby, przygotowanie się na jutro (czasami uczę się jeszcze np. z historii o 23, bo... nie miałam ochoty patrzeć na podręcznik do tego przedmiotu wcześniej. :D). Następnie, jeśli zostanie mi trochę czasu, odpalam komputer, oglądam telewizję, czytam książkę. :))

Wieczór Zazwyczaj nicnierobienie (coraz rzadziej). :D Najczęściej to samo, co popołudniu. ;)

Noc Niestety przyzwyczaiłam się do tego, że najwcześniej chodzę spać o 23, ewentualnie krótko przed 23. :D

Ogólne informacje Sprawdzam Bloggera non stop. :D Jeśli mam chwilę to wstukuję na telefonie adres i sprawdzam, co tam słychać. UZALEŻNIENIE. :D 

Między 8 - 10:30 Średni czas pobudki w wakacje. :D Szczerze przyznam,że wolę jednak wstawać o 8 - dzień jest o wiele, wiele, wiele dłuższy! :))
Rano zazwyczaj siadam do pisania postu lub przejrzenia blogów. :))

11:10 DR.HOUSE! :D

Do obiadu Oglądanie ogłupiających seriali LUB czytanie książki na dworze. :D

Po obiedzie Lenistwo, odpoczynek, malowanie paznokci, nicnierobienie, granie w karty, skakanie na trampolinie, sprzątanie - do wyboru do koloru. :D Potem czas na deserek, którego zabraknąć nie może (co z tego, że deserek to ja mam właściwie cały dzień :D)

Wieczór/Noc Pora dnia, kiedy odżywam/rodzę się na nowo! Mam ochotę robić wszystko naraz. :D I zdecydowanie nie idę wcześniej spać niż 23:30. :D Co środę Dr. House - dwa odcinki. ;))
UWIELBIAM NOC, na spacery chodziłabym najchętniej tylko nocą. ^^
P.S Dzisiaj 21:55 Polsat - Egzorcyzmy Emily Rose. POLECAM ZOBACZYĆ - tylko dla ludzi o mocnych nerwach. Koniecznie zgaście światło! :D 

Jak widzicie przyjemny dzień faktycznie jest przyjemny - nicnierobienie wymiata! :D
Jak wygląda Wasz dzień? Pewnie tak samo. Czy może codziennie ratujecie biedne koty z drzew? A może jesteście superbohaterami?

 *******

Jestem z siebie dumna! Udało mi się zrealizować wyzwanie. :)) Ula zapowiada już kolejne - może też przyłączę się znów? KLIK 

Pozdrawiam, 
Fabryczna :))

czwartek, 17 lipca 2014

Zawsze chciałabym wracać - film, muzyka, książka...

Hej :)) 
 Dzień z wyzwania, którego się obawiałam...Na samym początku stwierdziłam, że nie ma takiego filmu, do którego bym wracała, bo ja nie oglądałam filmu dwa razy. Ale potem przypomniałam sobie, że przecież jest jeden taki film...A jakby jeszcze dodać do tego serial to AŻ dwie pozycje...
Z książkami jest tak samo. Nie czytam żadnej pozycji w całości drugi raz. Znalazły się jednak książki, do których wracam fragmentami. :))
Natomiast muzyka zmienia się jak w kalejdoskopie - mogę cały miesiąc słuchać tego samemu albumu,a  potem nagle zmienić swoje upodobania. :D

FILM
Źródło



"Władca Pierścieni" to trylogia, którą oglądałam jakieś 3 razy. 3 razy po 3 filmy. :D To chyba o czymś świadczy.:D Dzięki temu filmowi sięgnęłam po trylogię Tolkiena. Nie żałuję, świetne książki! :)) Przekonałam się dzięki niej do fantasy - hip hip hurra!
Uwielbiam Śródziemie i klimat tam panujący. Podoba mi się praktycznie wszystko. Nie zwracam uwagi na to, że niektóre momenty z książki są pominięte - wiadomo, wszystkiego na ekran przenieść się nie da. 

Aktualnie czekam na ostatnią część Hobbita. Jedną książkę Peter Jackson podzielił na 3 filmy. Czy słusznie? Na razie myślę, że tak. Pojawiło się parę nowych wątków,postaci, których w książce nie ma przez co film, jak dla mnie, jest bardziej... atrakcyjny, ciekawy. :)) 
Moje wrażenia po Hobbicie:Pustkowie Smauga TUTAJ
Źródło
Co prawda "American Horror Story" to nie film, ale właśnie oglądam pierwszy sezon po raz drugi, więc postanowiłam go tutaj umieścić. :) Dawno temu pisałam o nim przy okazji którejś recenzji, ale wielu nowych obserwatorów dołączyło od tamtego czasu. Pierwszy sezon toczy się w nawiedzionym domu, do którego przeprowadzają się Harmonowie. Od tego momentu w domu zaczynają dziać się coraz to dziwniejsze, straszniejsze rzeczy. 
Serial nie jest typowym horrorem. Faktycznie, jeśli oglądało się wcześniej "Obecność", a potem w nocy puszcza się ten serial to można się przestraszyć. :D Są jakieś tam pojedyncze sceny straszne, obleśne, ale niewiele ich. (taki cytat: "Ona się jeszcze rusza, dobij ją!") W każdym razie ludzie o słabej psychice nie mają czego szukać - AHS "ryje mózg". W życiu nie widziałam filmu, serialu, który zawierałby tyle zła na minutę. :D
Jeśli lubicie horrory, lubicie dziwne historie, lubicie rozwiązywać zagadki, nie mylicie bohaterów (w połowie sezonu nie wiadomo kto jest kim :D) to serial jest dla Was! :D A jeśli nie lubicie żadnej z tych rzecz to serial i tak możecie obejrzeć. :D

KSIĄŻKA
O Mikołajku napisałam osobny post ---> KLIK. Jednym zdaniem - książka z dzieciństwa, do której zawsze wracam. :)

ALBUM MUZYCZNY/PIOSENKI
Kiedyś, dawno, dawno temu pisałam Wam, że polubiłam muzykę filmową za sprawą Hobbita - przesłuchałam wtedy wszystkie możliwe płyty z Władcy Pierścieni i Hobbita... W końcu stało się - na urodziny dostałam płytę z muzyką z filmu Hobbit: Pustkowie Smauga. Od tej pory słucham ją często, dostosowując utwory do pogody za oknem czy mojego nastroju. :)) 
Więcej --> KLIK 

Oprócz stałego ulubieńca mm też wiele piosenek, które lubię. Zmieniają się one tak często jak pogoda za oknem. :D Ostatnio jestem zasłuchana w Don't Stop Believin' autorstwa Journey, soundtracku z TFIOS (niektóre piosenki, te bardziej żywsze), Eda Sheerana oraz kilka pojedynczych utworów. ;) 

ALE, ale... Jak pewnie się orientujecie niedawno skończył się Mundial. Wiele osób (szczególnie płci żeńskiej) cieszy się, że to już minęło. (Pomińmy fakt, że okropnie mnie tegoroczny Mundial wciągnął - w życiu z tak zapartym tchem nie oglądałam piłki nożnej) Chciałam zatrzymać choć na chwilę klimat mistrzostw... Znalazłam na Spotify listę piosenek z tegorocznych Mistrzostw Świata - w 100% kojarzą mi się z Brazylią. :D Gdyby ktoś szukał - wystarczy w wyszukiwarce wpisać "World Cup 2014". :)

Ale pracochłonny post. :D Jutrzejszy dzień będzie najtrudniejszy - jak przedstawić swój dzień, żeby nie było to nudne... 
Pozdrawiam, Fabryczna :))

środa, 16 lipca 2014

Kocha, lubi, nie lubi, kocha, lubi, nie lubi, kocha, lubi, nie lubi...

Cześć :))
Dzisiaj kuzynkociocia już pojechała, ale, ALE jutro łamane przez dziś pojadę do niej. :D Trzeba przecież skończyć oglądać pierwszy sezon AHS (American Horror Story).  Co prawda już go oglądałam, ale obejrzeć drugi raz nie zaszkodzi. :D
Dzisiaj JUŻ 3 dzień wyzwania.. Przed Wami 10 rzeczy, które lubię i których nie lubię! :D Próbowałam napisać coś nietuzinkowego, żeby was nie zanudzić ("nie lubię szpinaku, bo jest zielony" ; "nie lubię szminek, bo są BLEE") :D
LUBIĘ:
Sport --> niestwierdzone ADHD. :D Uwielbiam grać w palanta, siatkówkę, jeździć na rowerze, na łyżworolkach. :D Do kosza trafić nie umiem, ale to da się naprawić. :D

Czytać --> czytanie fajne jeeest - kto nie próbował ten tego się nie dowie. :D

Ludzi --> wierzę w dobroć ludzi. I chciałabym w przyszłości wykonywać zawód, w którym będę mogła pomagać innym (medycyna ^^)

Zwiedzać/odwiedzać, nie wiem jak to nazwać, miejsca pracy rodziców, słuchać ich opowiadać itd. --> moi rodzicie związani zawodowo są z medycyną. Lubię zapach szpitala, te wszystkie pomieszczenia itd. :))

Planować zakupy --> raczej nic dziwnego. :D

Drogerie --> ale tylko wtedy, kiedy mam do tego nastrój. :D

Karuzele, huśtawki --> to pierwsze miejsce służy zazwyczaj do wykrzyczenia się (jak ktoś baaardzo mocno kręci :D), a to drugie bardziej do przemyśleń. Oba lubię. :D

Otwierać paczki, czytać listy --> a kto nie lubi? Strzelanie bąbelkami jest bardzo interesującym zajęciem. :D

Śmiać się! --> śmiech jest dobry na wszystko, a na dodatek cenię sobie uśmiechnięte osoby. :D Banan na twarzy zawsze w modzie. :D (banan, czyli uśmiech :P)

Siebie --> i na dodatek w pełni się akceptuję. Zrozumiałam, że jeśli polubię siebie ze swoimi wszystkimi niedoskonałościami to inni też przestaną je zauważać. :) A dodatkowo jest to świetny poprawiacz humoru (umiecie stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie prosto w oczy - "jestem piękna"/"lubię siebie"/ "fajna ze mnie Ewa" :D? :)))

NIE LUBIĘ:
Brukselki/bobu --> brukselkę w minimalnej ilości jestem w stanie zjeść, bobu - nie! :P

Rozpakowywać się --> trwa to 50 razy dłużej niż pakowanie. I na dodatek bałagan wokoło. :D 

Budować długo domu w simsach --> no nie potrafię, po prostu. :D Do pewnego momentu jest super, fajnie, a potem już mi się nudzi. :D Nie będę w przyszłości projektantem, o nieeee :D

Zmywać paznokci --> malować uwielbiam, zmywać już nie. :D Zbyt opornie mi idzie. :D

Wulgaryzmów --> jestem przewrażliwiona na ich punkcie, choć mi też zdarza się przeklnąć, ale nie wiem jak można używać przekleństw jako przecinków. :D

Zajęć basenu w szkole --> uwielbiam chodzić do aquaparków, lubię pływać, ale nie lubię zajęć basenu w szkole... Głównie dlatego, że kiedyś doświadczyłam czegoś niemiłego i ciężko jest o tym zapomnieć. ;) (nie utopiłam się :D) 

Krótkich sukienek --> co to to nie. :D Czasami je założę, ale nie czuję się w nich zbyt komfortowo. :D

Czekolady/lodów z bakaliami --> nie i koniec! :D
Sprostowanie - nie lubię czekolady Z BAKALIAMI oraz lodów z BAKALIAMI. :D

Smutku --> nie lubię się smucić (kto lubi?!) 

Niezorganizowania --> mam chyba objawy pedantyzmu. :D Ja muszę mieć wszystko IDEALNIE zorganizowane, muszę wiedzieć o której DOKŁADNIE wychodzimy i co będziemy robili. :D 

Ta daaaam - dowiedzieliście się czegoś ciekawego? :D 
Uściski, Fabryczna :))


wtorek, 15 lipca 2014

Dlaczego Fabryczna stuka literki na klawiaturze?

Cześć :D 
Jestem w szoku, bo z własnej woli (no prawie, właściwie to babcia klepnęła mnie łapką na muchy i się obudziłam :D) wstałam o 7:30 :D Mam też dobry humor, bo wczoraj malowałam paznokcie lakierem i paznokcie wyglądają ciągle tak samo - żadnych odprysków nic. :D  I co tam jeszcze? Słooońce + przyjeżdża kuzynko-ciocia. :D
Dzisiaj pora na 2 dzień wyzwania (KLIK), czyli pora odpowiedzieć na pytanie: "Dlaczego Fabryczna stuka literki na klawiaturze?" czyli tłumacząc z polskiego na polski "Dlaczego bloguję?" :D
W moim magicznym zeszyciku napisałam sobie troszkę powodów...Zaczynamy! :D

Robię COŚ pożytecznego
A niby dlaczego? Pomagam samej sobie z językiem polskim. :D Tzn. podciągam sobie oceny z polskiego, żeby mieć lepsze oceny za wypowiedzi pisemne. :D Zapewne wiecie dobrze, że jeśli coś się ćwiczy i ćwiczy to wychodzi coraz lepiej. ;)
A po drugie pomagam z wyborem kosmetyków (może ktoś korzysta z moich recenzji :D).  Tyle w tym temacie. :D
I zapomniałam - przynajmniej żadne głupotki do głowy nie przychodzą. :D

Znajomości
No kto z nas, bloggerek, nie ma choć jednej osoby, z którą czuje taką "specjalną" więź? Ktoo? :D Raczej nie ma takiej osoby. :) Prędzej czy później zawsze kogoś się poznaje. I to jest najlepsze - możliwość spotkania się z ludźmi z różnych środowisk.

Uwielbiam (lubię) kosmetyki
Wydaje mi się, że to taki podstawowy powód. :D Nie potrzeba komentarza. :D

Nie mam komu mówić o kosmetykach
Bo nikt w moim otoczeniu się tym nie interesuje. :D A wiadomo jak trudno zrozumieć bloggerkę kosmetyczną (po co jej 10 żel pod prysznic?! :D). Bloga traktuję jak taką wirtualna koleżankę, do której mówię - fajnie, prawda? :D

Lubię pisać
Przecież nie założyłabym bloga, gdybym nie lubiła pisać. :D No chyba, że miałby to być blog z samymi zdjęciami. :D Pisanie daje uczucie spełnienia.

Świadomość, że ktoś mnie jednak lubi/docenia moją pracę/chce mnie czytać
To bardziej taki skutek blogowania. :D Każdy lubi być doceniony, każdy chce, by słuchano co ma do powiedzenia. :) To trochę łechce moje ego, ale jest w tym zdrowy rozsądek - nie chcę przecież, bym stała się przemądrzałą i zarozumiałą dziewczynką. :D

Krótko, zwięźle i na temat - kolejny dzień zaliczony. :D Wcale tak źle nie było. :D
A dlaczego WY blogujecie?

Buziaki, Fabryczna :))

poniedziałek, 14 lipca 2014

Zakupowa Fabryczna? Fabryczna? WHYYYYYYY?

Cześć po raz drugi. :D
Zdziwieni? Ja też. :D Piszę tego posta, ponieważ Aswertyna mnie namówiła. :D Zdecydowałam się na to zaledwie kilka minut wcześniej... Do wyzwania byłam nastawiona sceptycznie ze względu na tematy, ale..ale.. jak to As ujęła: "nie ma nic nudnego, gdy wkłada się w to serducho :)". A że ja lubię wkładać serce, gdzie się tylko da  (taka metafora, nie wkładam serc do kontaktów :D) to może mi wyjdzie. :D Zmusiłam nawet brata, żeby mi cyknął zdjęcie, co by je tu wstawić. :D 
A o co chodzi? Biorę udział w 5-dniowym wyzwaniu do lepszego bloga - KLIIIK Lepszego bloga to ja raczej po tych 5 dniach nie będę miała, ale spróbować warto. :D 

No więc zacznijmy może od podstaw:

DLACZEGO FABRYCZNA?
Na samym początku "urzędowałam" na Onecie. Na początku miałam nick "egorka" lub "e@orka" - zbitek z mojego imienia i nazwiska. :D Nic oryginalnego, ba, nie podobało mi się to. :D 
Kiedyś ( a może nadal takie strony istnieją?) były takie blogi, coś jak "zbiorowisko"/"wypożyczalnia" nicków. Jakby to wytłumaczyć... Jest blog i na nim autorzy umieszczają różne nicki, które można sobie wziąć tylko trzeba napisać, że je się bierze. :D I tam właśnie była "Fabryczna". I tak zostało. :D Mi się podoba, ale większości kojarzy się z ulicą. :D 

A ZAKUPOWA FABRYCZNA?
Pewnego, grudniowego dnia po ponad 3 miesięcznym podglądywaniu Wizażu i wzdychaniu do blogów kosmetycznych (też tak chcę! :D) postanowiłam założyć swojego własnego BLOGA. ( btw jedna z lepszych decyzji :D) Nie wiedziałam tylko jak go nazwać... Fabryczna i Kosmetyki? To takie oklepane... Wszystkie tego typu zbitki wydawały mi się takie "nijakie" i "bezpłciowe". Chciałam coś oryginalnego, coś co zapada w pamięć i NIE JEST PO ANGIELSKU, bo często mam problem do zapamiętywania obcojęzycznych nazw i ich pisowni. :D
Akurat od początku wiedziałam, że pierwszym wpisem będą ZAKUPY. Ogólnie bloga założyłam z myślą pokazywania nowych kosmetyków, bo nie miałam komu o tym powiedzieć. :D I tak jakoś naturalnie blog zmienił swoje przeznaczenie, ale WRÓĆMY DO POCZĄTKU, bo schodzenie z drogi nie jest dobrym pomysłem tym bardziej jeśli ktoś nadal jest pijany po zwycięstwie Niemców. :D 
No więc... Szukałam przymiotnika od słowa zakupy i tak jakoś utworzyłam słowo "zakupowa". Dodajmy do tego "Fabryczna" i jest adres idealny. :D 
Ah, jaka to ja jestem pomysłowa. :D Oczywiście żarcik, haha, daliście się nabrać. :D 

Nie było tak źle, prawda? Nie nudziliście się? To w nagrodę macie jeszcze jedno moje zdjęcie. :D 
I jeszcze pieseeek - nawet dwa zdjęcia. :D
Buuuziaki i mam nadzieję, że widzimy się jutro,
Fabryczna :D
P.S Czcionka się spierdzieliła. -.- Jak to naprawić?? :D Choć pewnie samo się naprawi. :D Wybaczcie. :D

Rimmelowy cudak w duecie z krwistym Orly.

Cześć! :))
 I jak po wczorajszym meczu? Są tu jakieś fanki futbolu? :D Zadowolone z wyników? Bo ja baaaaaardzo. :D
 Dzisiaj po raz pierwszy będą takie konkretne zdjęcia robione na dworze - tak mi się to spodobało, że zrobię sobie jeszcze ich kilka na zapas. :) Oczywiście miałam małego pomocnika przy tym, ale nie dał się sfotografować. :D Nie lubi aparatów.
Dzisiaj będzie o dwóch lakierach. Jeden ze stajni Rimmela z osławionej serii 60 seconds sygnowanej przez Ritę Orę w kolorze 863 do not disturb. Drugi zaś to miniaturka lakieru Orly w kolorze Ruby.
Rimmel to szklana buteleczka, która zawiera 8 ml emalii, którą należy zużyć w przeciągu 30 miesięcy od otwarcia. Z tyłu mamy informacje w różnych językach.
Nakrętka jest czarna z wizerunkiem Rity Ory, którą znałam już wcześniej. Nie wiem, czy kojarzycie piosenkę Hot Right Now? Swego czasu niezły hit, teraz trochę zapomniana piosenka. Możecie ją przesłuchać TUTAJ. Nakrętka dobrze leży w dłoni. :)
W Orly mamy 5,3 ml emalii, którą należy zużyć w przeciągu 36 miesięcy od otwarcia. Z tyłu buteleczki jest jeszcze białe tło, na którym mamy napisaną nazwę lakieru. W przeciwieństwie do Rimmela, Orly ma na opakowaniu skład lakieru. Buteleczka ma fajny kształt przez co ładnie wygląda i fajnie leży w dłoni. :))
 U góry na nakrętce jest wytłoczona litera O, a po bokach kropki. Całość prezentuje się świetnie - małe jest piękne! :D
W rimmelowym lakierze pędzelek jest szeroki, dobrze się nim maluje. Ostatnio nawet stwierdziłam, że wolę takie większe, bo:
a) szybciej idzie malowanie paznokci
b) aż tak nie smuży. :D
Orly to totalne przeciwieństwo Rimmela. Pędzelek jest cienki, co odbija się na płynności malowania. Ciężej nim cokolwiek zrobić, trzeba się namachać przy pokrywaniu płytki. Taki średni pomysł, ale co kto lubi. :D
Tak właśnie prezentują się te lakiery. Jak widzicie na palcu wskazującym widać okropne smugi - po wykonaniu zdjęć pomalowałam jeszcze dwiema warstwami i widać tego nie było. :D
Rimmel był CUDOWNY w obsłudze - malowanie nim to czysta przyjemność! Odważę się nawet powiedzieć, że wysychał w ciągu tych 60 sekund. Na zdjęciu są dwie warstwy. ;)
Orly był trochę bardziej "toporny" - smużył (większy pędzelek pewnie rozwiązałby problem) i nie sechł zbyt szybko, ale nie było to też super-hiper wolno. Tak przyzwoicie. :D
Trwałość Rimmela jest TRAGICZNA. Przeliterować? Raczej nie. :D Następnego dnia końcówki były już pościerane, a dwa dni później pojawiły się odpryski. UWAGA! Jeśli nie chcecie wyglądać jak niebiescy kosmici to radzę położyć jakąś dobrą bazę, bo lakier BARWI PAZNOKCIE. Moje mimo użycia soku  z cytryny są trochę niebieskie (jakieś sposoby?).
Za to lakier Orly to zupełnie inna bajka - miał się dobrze przez jakieś 4 - 5 dni, wtedy to delikatnie końcówka się starła. BRAAAAWO. :D Troszeczkę, minimalnie barwi, ale nie ma tragedii - zmywacz i woda z mydłem wszystko ładnie domyło. :))

Podsumowując: mówię "nie" lakierom Rimmela z serii 60 sekund. Wcześniej używałam też Carmel Cupcake i również wytrzymał bez uszczerbku tylko jeden dzień. Tym panom podziękujemy. :))
Natomiast Orly mnie bardzo zaciekawił i koniec końców byłam z niego zadowolona - miał PIĘKNY kolor! :))

Jak u Was spisuje się seria 60 seconds?
Pozdrawiam, Fabryczna :))

środa, 9 lipca 2014

200 post! Niespodziewanka!


Cześć! :D
Dzisiaj post wyjątkowo leniwy, ponieważ... Jest to JUŻ 200 wpis na blogu! Nie chciałam jakoś szczególnie tego obchodzić, ALE wpadłam na pewien pomysł... Poprzedni wygląd gościł na moim blogu długo, bardzo długo,a Wy zgłaszałyście mi poprzez formularz w czasie rozdania, że wolałybyście większe zdjęcia/szersze pole tekstowe. Postanowiłam więc zmienić szablon,a jednocześnie spełnić Wasze wymagania. :D
Moje niezbyt sprecyzowane wymagania i brak umiejętności w bawieniu się w ustawieniach Bloggera znosiła Zaczarowanaa. To ona stworzyła cały wygląd, jaki możecie dzisiaj podziwiać (ale tło sama sobie znalazłam huehue :D). Mnie się BARDZO podoba, jest taki "mój" - ta dziewczynka w nagłówku jest świetna. :D
Tak więc od dzisiaj będziecie mogli podziwiać większe zdjęcia w postach - cieszycie się? :D
Mam nadzieję, że Wam również wygląd przypadnie do gustu. ^^

Pozdrawiam, Fabryczna :))
P.S Nie umiałam się rozstać z miętą. :D 

poniedziałek, 7 lipca 2014

Niebanalne podsumowanie akt 5

Hej, hej! :))
I w końcu czuję, że są wakacje. :D W Grudziądzu już mnie nie ma, teraz spędzam czas NA WSI. Wczoraj spędziłam dzień na trampolinie, dzisiaj mam zamiar zrobić to samo. Trzeba korzystać z pogody, póki jest. ;) Ale za nim to nastąpi, zapraszam na kolejną odsłonę "Niebanalnego podsumowania"!
"Gwiazd naszych wina" to nie tylko film
O tym tytule ostatnio zrobiło się niezwykle głośno, a to za sprawą premiery filmu opartego na książce o tym samym tytule. Do kina nie poszłam (filmu nie grali u nas w mieście), ale tak właściwie to nie mam jakiegoś ogromnego parcia na to by pójść. Z chęcią bym obejrzała tę ekranizację, aby porównać ją do książki, która notabene jest jedną z lepszych, jakie czytałam. ;) Nieśmiało stwierdzam, że John Green (obok Tolkiena, choć jego twórczość to DUŻE odkrycie roku, zupełnie inny wymiar słowa pisanego, inny świat) to moje malutkie odkrycie roku. 
Wszystko zaczęło się od książki "Szukając Alaski". Była lekka i przyjemna, ale jak dla mnie było tam za dużo alkoholu, za dużo papierosów (choć możliwe, że nie dostrzegłam, nie zrozumiałam problematyki powieści). Co nie zmienia faktu, że główny cytat utkwił mi na długo w pamięci i do tej pory zastanawiam się jakby go tu ugryźć.
Potem sięgnęłam po "Gwiazd naszych wina" nie spodziewając się niczego specjalnego. Ot, pewnie będzie to kolejna książka o dziewczynie z rakiem, która zakochuje się w jakimś chłopaku, spędzają ze sobą dużo czasu,a potem ktoś umiera i KONIEC.  No to się zdziwiłam. Książka może i wpisuje się w ten schemat, ale dodane zostało do niej "to coś", które sprawia, że utwór ma drugie dno i nie jest tak "płaski" i bezpłciowy. Płakanie przy tej książce to normalka, ale nie jest to jakaś "dołująca" pozycja.
Twórczość Johna Greena to miła odskocznia od wszelakich wilkołaków, czarownic, wampirów ecetera, które zawładnęły światem literatury młodzieżowej. Cieszę się, że mogłam poznać jego książki i już nawet w mojej biblioteczce stoi jego najnowsze dzieło - "19 razy Katherine". Jeszcze muszę zaopatrzyć się (albo od kogoś pożyczyć) "Papierowe miasta".

Jak film to i...
muzyka. Co to byłby za film bez muzyki,która tworzy cały nastrój? Bywa tak, że soundtracki są lepsze od całego filmu (tak się ma sprawa w przypadku Przed Świtem cz.2  - film był dobry, ale bez szału, za to muzyka baaardzo mi się podoba).
Po przeczytaniu wyżej opisanej książki postanowiłam poszukać muzyki z tego filmu. Najpierw szukałam jej na Youtube, ale potem przerzuciłam się na Spotify. Od tej pory słucham tego często, przeplatając to innymi utworami. Niektóre z nich są dla mnie zbyt smutne (ale jest to zrozumiałe, bo tego wymaga film), ale i na takie piosenki mam czasami ochotę (choć wolę te bardziej skoczne - taki mój charakter :D).
Całą listę możecie przesłuchać na Spotify wpisując "The fault in our stars" oraz na Youtubie KLIK.
Szczególną sympatią darzę piosenki (po kliknięciu na tytuł lub wykonawcę przekieruje Was bezpośrednio do teledysku na YT):
Ed Sheeran - All Of The Stars 
Grouplove - Let Me In
STRFKR  - While I'm alive
OneRepublic - What You Wanted
Jake Bugg - Simple As This
Afasi&Filthy - Bomfalleralla

Jak widzicie dzisiejszy wpis krąży wokół jednego tematu - "Gwiazd naszych wina". Mam nadzieję, że Was tym nie zanudziłam zbytnio. Może akurat spodobały Wam się piosenki? :)

Pozdrawiam, Fabryczna :)) 
P.S A podczas pisania puściłam sobie Enya - Only Time (ostatnio ciągle jej słucham :D).
P.S2 No dobra, jeszcze słuchałam Eda Sheerana - Sing. :D

sobota, 5 lipca 2014

Denko marzec-kwiecień-maj-czerwiec (9)

Czeeeść :D
Przed Wami kolejna część moich wyrzutków z dość rozległego okresu. :D Bez zbędnych ceregieli zapraszam do oglądania i czytania (a co! :D). 

Essence, krem do rąk o zapachu szarlotki z cynamonem --> chciałoby się mieć, chciało... :D
KLIK <-- wszystko o nim tu znajdziecie.
Isana krem do rąk z 5% mocznikiem --> na zimę owszem, kupię.
Pisałam o nim TUTAJ - wpis baaardzo stary, praktycznie z początków bloga, nie przestraszcie się, proszęęę :D 
Bebeauty balsam do stóp intensywnie nawilżający -> jeśli tylko go znajdę to będzie mój!
 Cudowny balsam do stóp! Świetnie nawilżał. Miał dość specyficzny zapach - jak dla mnie pachniał jak cytrynowy odświeżacz do kibelka. :D Żałuję, że nie można aktualnie go kupić w Biedronce - oby się pojawił to wezmę od razu ze dwa. ;)
Garnier Essentials tonik witaminowy --> na razie nie, bo mam za dużo toników. :D (no wiecie, wprowadzam u siebie ten (pseudo)minimalizm :D) 
Chętnych zapraszam TUTAJ - a może Was skuszę. ;)
Eveline BB Cream --> nie, dziękuję, nie chcę go drugi raz 
Tego produktu nie wykończyłam, bo się po prostu nie dało - jedynie klaun byłby z niego zadowolony. :D Na początku wszystko było cacy - sprawdzał się świetnie, nie ciemniał itd. Generalnie byłam zadowolona. "Psuć" zaczął się jakiś czas temu. A co z nim zaczęło być nie tak? Na twarzy robiła się POMARAŃCZKA. Taka już z lekka przejrzała. No cóż, szkoda. 
Wibo Growing Lashes stimulator mascara --> może kiedyś, gdy nie będę miała zbyt wielu lokatorów w portfelu :D
Wszystko o nim powiedziałam tutaj --> KLIK. Szczoteczkę umyłam i zostawiłam - praktycznie ze wszystkimi tak robię. :D
Joko Orient Express numer J170 Blue Fez --> A jest w ogóle jeszcze dostępny?
Piękny, cudowny, niesamowity! Jeden z lepszych lakierów jaki kiedykolwiek miałam. :) Niestety, już niezdolny do użytku. TUTAJ możecie go dokładniej obejrzeć. Ten cudowny lakier dostałam od Aswertyny. :*
Mizon Snair Repair Intensive Ampoule --> nie kupię go :)
Dostałam go wraz z kremem z tej serii od Lipstick and Kids. Więcej o nim TUTAJ.
Próbki: L'Oreal Studio Secrets Professional oraz Tisane balsam do ust --> z chęcią kupię pełnowymiarowe opakowania :))
Postanowiłam tym razem spośród wszystkich zużytych próbek pokazywać tylko te, które zrobiły na mnie wrażenie. Baza od L'oreala starczyła na jakieś dwa-trzy użycia, które pokazały mi,że warto się tym produktem zainteresować.  Różnica między nałożonym podkładem na bazę, a bez była ogromna! Moją największa zmorą są pory koło nosa, w które lubi wchodzić podkład. Przy bazie nie miało to miejsca. Na dodatek mam wrażenie, że podkład lepiej się na tym trzymał. :) 
Znana wszystkim Tisane.. Miałam kilka takich próbek, więc "przełożyłam" sobie ich zawartość do plastikowego słoiczka. JAK TO PACHNIE! Mi przypomina ciasteczka. Pyyycha! :D Nawilżenie jest świetne, jestem pewna, że sprawię sobie pełnowymiarowe opakowanie. 
Montagne Jeunesse maseczka czekoladowa --> z chęcią kupię tę wersję lub inną. :)
KLIK, KLIK <-- o tym też już pisałam. :D Na pewno pamiętacie ten wpis, w końcu nosił cudowny tytuł "diety-cud" :D

I to by było na tyle. Śmieci wylądują tam, gdzie ich miejsce, a ja zacznę gromadzić nowe. :D
Pozdrawiam Fabryczna :))
P.S Nareszcie CIEPŁO! :D


czwartek, 3 lipca 2014

Denko marzec-kwiecień-maj-czerwiec (8)

Heeej :)
Dzisiaj czas na naprawdę DUŻE denko :D Jak widzicie jest ono z AŻ 4 miesięcy. Byłoby z dwóch, ale stwierdziłam, że bezsensu jest pisać tego typu post w połowie czerwca z marca-kwietnia, a potem za dwa tygodnie znowu publikować denko tylko, że z maja-czerwca.
Zmieniłam też trochę formę przedstawiania zużyć - mam nadzieję, że przypadnie Wam ona do gustu. Myślę, że tak jest po prostu bardziej przejrzyście. :)
Babydream, Shampoo --> mam drugą butelkę, ale jak ją skończę to nie wrócę do niego
Moje włosy jednak nie lubią szamponów bez SLSów. Nie i koniec kropka. :D Do zmywania olei fajny, co nie zmienia faktu, że plącze włosy. 
Balea Professional Locken Shampoo --> czekam na dostawę drugiej butelki :D
Fakt, że chciało mi się ściągać drugą tubkę z Niemiec i zakupić do tego odżywkę o czymś świadczy, prawda? Więcej tutaj --> KLIK
Schauma, Lekkość i pielęgnacja odżywka do włosów --> nie podejrzewam, bym kupiła ponownie, bo nie chce mi się po nią jeździć :D
Poczytajta o niej tutaj --> KLIK
Alterra, szampon dodający objętość włosów papaja&bambus --> temu panu już dziękujemy :D
Nakręciłam się na te szampony. Bardzo. Ale kompletnie się u mnie nie sprawdził. Był mało wydajny, plątał włosy i zostawiał je takie "szorstkie". Za to przyjemnie pachniał, ale to nie wystarczy by zdobyć u mnie uznanie. :D 
Toni&Guy sól morska do stylizacji --> niee, nie chcę drugiej butelki :D
Produkt był bardzo fajny - ujarzmiał moje niesforne włosy. ;) Było trzeba uważać tylko z jego ilością, ponieważ lubił "oblepiać" włosy. Powrotu nie planuję, bo jednak takie produkty do szczęścia nie są mi potrzebne. ;)
Isana Sommer Dusche Maracuja&Kokos --> limitka
Dobry żel, ale pozycja niżej lepsza. :D 
Isana Fruhlings Dusche Mohnblute --> oj chciałoby się wrócić ♥
Oh, oh, co to był za żel! Piękny, piękny zapach chociaż z makami to miał mało wspólnego. :D I, co mnie najbardziej zdziwiło, jego zapach utrzymywał się dłużej w łazience niż niektóre wersje Original Source,a  kosztował tylko 3 zł. :D Niestety zapach już niedostępny.
Tutti Frutti peeling do ciała o zapachu jeżyny&maliny --> na pewno wrócę ♥
Mistrzostwo w wykonaniu Farmony - uwielbiam! Mocny zdzierak o pięknym zapachu. Byłaby o nim recenzja, ale nie zdążyłam zrobić zdjęć. :D 
Nuxe Body, Gel Dousche Fondant o zapachu pomarańczy i migdałowca --> jeśli będę miała kaprys to wrócę :D
Nagroda wygrana u smarującej Agaty. Zupełnie inna jakość myjadeł. Jeśli uważacie, ze waszym ideałem pod prysznic jest np. żel Original Source to spróbujcie tego! W życiu nie miałam tak kremowego żelu. Miód na mą skórę. :))
Balea, Brazil Mango Dusche --> chlip, chlip, nie maaaaa! ;(
Proszę państwa, co to był za zapach! Niestety zeszłoroczna limitka. ALE, ale w tegorocznej limitce jest żel pachnący bardzo podobnie, wręcz identycznie - Mango Mambo. Zostawiłam go na specjalną okazję (i zamówiłam kolejna butelkę)... :D 
Perfecta SPA masło do ciała z masłem kakaowym + koenzymem Q10 --> nie wiem :D
Ostatnio pisałam o niezbyt udanym peelingu Perfecty, a tutaj masło. Po pierwsze, to w ogóle masła nie przypomina, co najwyżej budyń. :D Rewelacyjnie nie nawilżało, ale było przyjemne. ;) Największym atutem produktu był cudowny zapach, który baaardzo długo utrzymywał się na skórze. Wstaję rano i dalej delikatnie pachnę masłem. :)) Generalnie fajny produkt. 
Decubal Clinic Cream odżywczy i nawilżający krem do skóry suchej i atopowej --> KONIECZNIE kupię kolejną butelkę, bo bez niego nie mogę żyć :D
Mój mały cud. Żaden balsam nie nawilża tak dobrze mojej miejscami przesuszonej skóry. To dzięki niemu udało mi się zgięcia doprowadzić do porządku (względnego :D). Bez niego nigdzie nie jadę. :D

W połowie pisania stwierdziłam, że denko podzielę na pół, bo jest tego ZA DUŻO. Następnej części spodziewajcie się niedługo. ;)
Pozdrawiam, Fabryczna :)
P.S Szykuje się COŚ na dwusetny post... :D
P.S2. Pomysł trochę podpatrzony od Aswertyny, ale  brakuje mi tych zabawnych porównań. :D Zresztą, zajrzyjcie do jej ostatniego denka KLIK.

Etykiety

-40% -49% #100happydays 20 twarzy... AA akcja Alterra Alverde ankieta astor Babydream Balea bardzo dobry Bath&Body Works baza pod cienie baza pod makijaż baza pod tusz Bell Benefit Biedronka Bielenda Bioliq Blistex blogerka kosmetyczna błyszczyki Boti Bourjois Boże Narodzenie bubel bzdety CandA Carmex Catrice Cetaphil cienie do powiek cień w kremie Cleanic Color Tattoo coś innego Czas Żniw Cztery Pory roku Czytelniczy zakamarek książkowy debiut demakijaż denko Dermika deser dłonie DM Dove dwufazowiec dzieciństwo Dzień babci i dziadka Dzień Dziecka ekobieca ekstrakt z banana emulsja Epikbox Essence Eveline Facebook Farmona FC Bayern film filmiki Fusswohl Garnier gazetka genialny Gliceryna Golden Rose Green Pharmacy HandM Healthy Mix hebe hydrolizat keratyny Hypoallergenic idealny na lato informacja Inglot inne inne blogi Isana jedzenie Joannna John Green Joko kakao Kamill kamuflaż kino Kobo korektor kosmetyczka kotek kredka do ust krem do rąk krem do stóp krem do twarzy krem pod oczy krzywe paznokcie lepiej nie patrzeć książka książka czy film kultura KWC L'biotica l'oreal lakier do paznokci lista Lovely małe co nieco małe informacje Manhattan Marion maseczka masełka maska maska własnej roboty masło maxfactor Maybelline mgiełki Mikołajki mini-recenzje minti shop. Zoeva Miss Selene Miss Sporty Mizon mleczko pszczele Montagne Jeunesse mój pierwszy raz mus do ciała muzyka My Secret nagrody najlepsi z najlepszych Nakręćmy się na wiosnę Natura Natura Siberica nic Niebanalne podsumowanie Nivea nowa kolekcja nowe książki nowy wygląd o mnie odkrycie roku odżywka odżywka do rzęs odżywka w sprayu olejek olejek do włosów ołtfit Organic Shop Organique Oriflame Original Source Orly Orsay OSZUSTKA P2 Pantene paznokcie Paznokciowy Team peeling Pepco Perfecta pędzle pianka do mycia ciała piaskowy pielęgnacja twarzy pielęgnacja włosów Pierre Rene Pilomax płyn micelarny po raz drugi Podaruj Paczkę podkład podsumowanie pomadka porównanie postanowienie powitanie Poznaj Fabryczną! prawie debiut prezent promocja promocje przesyłki puder recenzja recenzja książki rimmel Rival de Loop Rossmann rozdanie różne sally hansen Samantha Shannon saszetka Schauma Sekret Urody Sensique Serum siemię lniane słodycze Soraya stopy Super-Pharm Synergen szablon szampon szminka Święta Tag taka radość że hoho tanie a dobre The Body Shop The Sims 4 The Versatile Blogger Tkmaxx Tołpa ToniandGuy tonik tort tusz do rzęs Tutti Frutti twarz ubrania ulubieńcy roku ulubiona książka ulubione blogi ulubiony produkt Under20 urodziny Wet N Wild Wibo włosowe zdjęcia włosy wow zdążyłam na czas wszystko co lubię wycofywane produkty wygrana wyniki wysuszacz do paznokci/lakieru wyzwanie wzorek Yoskine YouTube Yves Rocher z życia wzięte zabawy zakupy zapowiedź zdobienie Ziaja żel do mycia twarzy żel pod prysznic życzenia
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka