Dzisiaj kolejny wpis o lakierze do paznokci. Nie martwcie się, niedługo postaram się napisać o czymś innym. Tylko niech się zacznie rok szkolny. :D I nie mogę się doczekać powrotu do domu - wyczekujcie na początku września ( gdzieś 2 tydzień tego miesiąca) wielkiego wpisu z mojej skrzynki pocztowej. :D Te osoby, które biorą udział w podobnych rozdaniach co ja wiedzą, że w ciągu wakacji nieźle mi się poszczęściło co zmniejszyło moje wydatki na kosmetyki. :) Choć znając życie, gdy przyjadę do domu zrobię sobie turnus po drogeriach :D
Ale znowu się rozgadałam. :D Lakier, o którym będzie dzisiaj mowa, otrzymałam od Aswertyny, jest to Joko Orient Express o numerze J170 Blue Fez.
Szklana, kanciata buteleczka wykonana rzecz jasna ze szkła zawiera 10 ml emulsji, za którą zapłacimy koło 11 zł. (chyba, musiałam sprawdzić :D) Strasznie się ucieszyłam widząc ten lakier w przesyłce od Aswertyny, bo od dawna wzdychałam do tej serii od Joko, a nie wiedziałam, gdzie mogę dorwać te cudeńko. Pędzelek jest bardzo szeroki, dla wąskich paznokci mógłby być za duży.
Duża zakrętka zdecydowanie na plus, bo fajnie leży w dłoni. Przy malowaniu troszkę zalałam sobie skórki, więc trzeba uważać. Po nałożeniu pierwszej warstwy miałam ochotę walnąć go w kąt za krycie, ale gdy zauważyłam, ze wysycha ekstremalnie szybko (dosłownie!) to dałam mu drugą szansę. Następna warstwa pokryła płytkę IDEALNIE! Bez prześwitów ani nic. To ma się rozumieć. ;)
Trwałość również świetna, bo koncówki starły się dopiero 3 dnia (właśnie z tego dnia pochodzą zdjęcia moich paznokci), a odprysk pojawił się 5-6 dnia noszenia lakieru. Na wierzch dałam lakier bezbarwny z FM ;)
Nie odbarwia płytki, a zmywa się idealnie. :) To mój aktualnie jeden z ulubieńszych (jest takie słowo?! :D) lakierów do paznokci i nie mam zamiaru go oddawać! :D
A skoro już mowa o Aswertynie. Musicie zobaczyć jaką niespodziankę mi sprawiła w zeszły czwartek. KLIK tutaj i zajrzyjcie na punkt drugi. :) Dziękuję Ci po raz setny, wariatko! :*
Pozdrawiam, Fabryczna :*

