Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Garnier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Garnier. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 sierpnia 2017

Co zabrałam w swojej kosmetyczce na prom?

Hej hej! :D 
Dziwnie się pisze wstępy w postach na zapas :D Nie wiem, kiedy ten post zostanie opublikowany, więc trudno mi powiedzieć czy właśnie jestem na promie, pewnie nie, bo płyniemy głównie nocą (21-7). Chciałam napisać o tym, co spakowałam do swojej kosmetyczki, ale po chwili stwierdziłam, że tego jest ciut za dużo, więc napiszę, co zabieram ze sobą na prom :D Tego jest już o wiele mniej, bo to tylko jedna noc, więc same najpotrzebniejsze rzeczy zabieram ze sobą :D
 Po pierwsze płyn micelarny Garnier słynny różowy - przelany do mniejszej buteleczki, bo nie chciałam zabierać na cały wyjazd prawie półlitrowej butli. Sprawdzony płyn micelarny, mój ulubiony, lepszego nie ma (nie to co jakiś bubel z Eveline, straszne, zmarnowałam 8 zł :D). KLIK do recenzji :)
Następnie kremowy żel do mycia twarzy Lirene, o którym słyszałam wiele dobrego, ale nigdy go nie miałam ani nigdy nie używałam. Sporo ryzykuję, że coś mi z nim nie wyjdzie i zostanę bez żelu, ale... Raz się żyje, a moja skóra nigdy nie miała problemu z takimi produktami :D
Wszystko do mycia twarzy jest, to następnie sięgamy po krem do twarzy. Biorę ze sobą krem z nowej serii Evree Pure Neroli. Ma malutką tubkę, która jest bardzo wygodna i ładną szatę graficzną :D Używałam już go kilka razy, aby sprawdzić czy mnie nie wysypie - nie zrobił tego, a na dodatek pozostawił po sobie całkiem dobre wrażenie :D
I na koniec produkt do wszystkiego, czyli masło shea firmy Biotanic. Nada się na usta, suche miejsca, pod oczy, na ciało... Produkt naturalny, a na dodatek bardzo bardzo wydajny! :D
Żebym miała się czym popsikać to biorę mgiełkę do ciała kokos&karambola z firmy Avon - delikatny zapach, nieduszący, czuć w sumie tylko kokosa :D
Teraz możemy przejść do kolorówki, gdzie naprawdę bardzo się ograniczyłam, ale rano nie będzie mi się chciało nic szczególnego robić, a dwa po co to wszystko tachać ze sobą :D
Jedyną rzeczą, która może się nie przydać, jest baza Lirene No Pores - biorę, bo nie wiem w jakim stanie będzie moja cera ;) Następnie krem CC z Bell Hypoallergenic, czyli mój ogromny ulubieniec już od roku. Zużyłam z dwie buteleczki, bo to produkt idealny na co dzień, gdy nie potrzeba żadnego szczególnego krycia, ale coś na twarzy mieć chcemy. Następnie muszę go przypudrować, bo przy mojej cerze mieszanej cokolwiek nieprzypudrowanego zniknie dość szybko :D Znowu ulubieniec, Manhattan 2in1 Perfect Teint - teoretycznie puder i podkład w jednym, zależy jak go nałożymy. Używałam go na razie tylko jako puder i uważam, że jest naprawdę dobry, lekko kryje i wyrównuje koloryt :D Oczywiście przed pudrem będzie korektor, znów produkt, który lubię, czyli Eveline Art Scenic - moje -ente opakowanie, w czasie promocji w Rossmannie w moim koszyku zawsze z 3 opakowania korektora się znajdują i w sam raz starczają do następnej promocji :D
Mam trzech kolegów do makijażu oczu i okolic okołoocznych. Przede wszystkim tusz do rzęs, kolejny ulubieniec (ilu ich tutaj będzie! Staję się nudna, ale jeśli chodzi o kolorówkę to mam taki stały zestaw, który staram się zawsze mieć :D) - o nim przeczytacie TUTAJ. To moje drugie opakowanie, więc jest miłość! <3 Mowa tutaj oczywiście o Loreal VLM So Couture. O brwi zadbają te o to dwa produkty: kredka Catrice w kolorze chyba 030 Brow-n-eyes (kocham :D) oraz transparentny żel do brwi Maybelline Browdrama (znowu ulubieniec... Ale teraz chcę spróbować żelu Rimmela! :D).
Jeśli chodzi o usta to uwaga, uwaga... Biorę TYLKO jedną szminkę! Zaskoczeni? :D Jest to Bourjois Rouge Edition Velvet w kolorze 10 Don't Pink of it! Na razie zachwytów nie ma, tzn. produkt jest dobry, ale...Spodziewałam się, wiecie, takiego wooow, że aż klapki pospadają. :D
W tym wpisie pominęłam jeszcze takie oczywistości jak jakiś żel pod prysznic malutki, dezodorant, szczotkę do włosów i balsam do ust :D Ale to w sumie mniej interesujące rzeczy :)

Jak Wam się podoba taki przegląd kosmetyczki? :) 

Pozdrawiam, 
Fabryczna :)
P.S Jak napisałam wcześniej, nie ma mnie i wracam 28 sierpnia, na wszelkie pytania itd odpowiem później albo jak złapię internet :D

poniedziałek, 25 lipca 2016

Moja codzienna pielęgnacja twarzy edycja letnia :)

Cześć! 
Nie wnikajcie w szczegóły, bo wsiąkniecie - taki tekst usłyszałam od swojej koleżanki Marty w czasie wyjazdu ze wspólnotą młodzieżową działającą przy mojej parafii nad jezioro. :D Te zdanie idealnie pasuje do aktualnej sytuacji jaka tutaj nastała. :P Ostatnie pół roku to bardzo zakręcony czas, kiedy dużo się działo, ale chciałabym tutaj nadal bywać, chociaż przelotem, więc dzisiaj pomyślałam, że mogłabym rozpocząć od przedstawienia Wam mojej codziennej wieczornej pielęgnacji, gdyż w zasadzie zmieniam w niej od jakiegoś czasu tylko kremy, bo musiałam zrobić sobie mała przerwę od Tołpy. :)
Oczywiście na samym początku sięgam po coś, co zmyłoby makijaż oczy i twarzy, a w zasadzie to, co z niego zostało. :P Nie używam żadnych płynów dwufazowych czy mleczek do demakijażu, a płynu micelarnego Garnier 3w1 do skóry wrażliwej. Pod koniec lutego pojawiła się jego recenzja na moim blogu i od tamtej pory używam już 3 lub 4 opakowania, co tylko świadczy o tym jak bardzo go polubiłam. Świetnie zmywa makijaż twarzy, przy oczach robi się mały problem, ale spokojnie radzi sobie z cieniami czy tuszem do rzęs (trzeba po prostu dłużej przytrzymać). Cenowo wychodzi też całkiem nieźle. Mimo wielu plusów zastanawiam się nad sięgnięciem po coś nowego, gdyż rutyna w życiu nie zawsze jest dobra. :D Czy macie jakiś inny godny polecenia produkt do demakijażu? Koniecznie podzielcie się swoimi typami w komentarzu! :)
Następnie sięgam po moją ukochaną rumiankową emulsję do mycia twarzy Alverde, którą używam od... roku (oczywiście nie tego samego opakowania ciągle :D)! Genialny produkt, po prostu GENIALNY. Zmywa pozostałości makijażu, jeśli jeszcze coś zostało (nawet oczy, nie podrażnia ich), a jednocześnie nie wysusza skóry, jest bardzo delikatny i pięknie pachnie,a  dodatkowo nie kosztuje fortuny! Jego jedynym minusem jest dostępność... Aktualnie używam ostatniej tubki i zastanawiam się, co zrobię, gdy mi się skończy...Znacie podobny produkt z miarę naturalny składem, który delikatnie oczyszczałby twarz i nie ściągał jej? Może coś z Sylveco? :)
Kolejnym etapem w wieczornej pielęgnacji twarzy jest użycie toniku, lecz przyznam się bez bicia, że często o tym zapominam. :D Aktualnie używam wody oliwkowej z Ziai, która jest w porządku - nie ma fajerwerków, ale przyjemnie się jej używa głównie ze względu na zapach. :)
Na samym końcu sięgam po krem, gdyż odpowiednie nawilżenie do podstawa. :) Aktualnie używam kremu regenerującego do cery trądzikowej firmy Bioliq, który w sumie kupiłam z czystej ciekawości kiedyś w czasie jakiejś promocji w Super-Pharm. Kosztował niecałe 11 zł, więc stosunkowo mało. :) W planach mam przygotowanie jego recenzji, bo grzechem byłoby nie wspomnienie o nim, gdyż zasługuje na to. :) Mogę Wam tylko powiedzieć, że z czystym sercem mogę polecić, ale od razu muszę zaznaczyć, że nie mam zbyt dużego problemu z trądzikiem - czasami jest, czasami nie ma. :P

Tak prezentuje się moja wieczorna czwórka, po którą sięgam praktycznie zawsze. Zestaw ten sprawdza się u mnie wyśmienicie, co moja cera też potwierdza. :D 
Macie na swojej półce w łazience również takie "pewniaki" w kwestii pielęgnacji twarzy? :) 
Do napisania,
Fabryczna :)

niedziela, 12 czerwca 2016

Ostatnio zużyte kosmetyki do włosów w mini-recenzjach :D

Cześć wszystkim! :) 
Na moim blogu rzadko kiedy możecie przeczytać cokolwiek o mojej pielęgnacji włosów. Jedynie kilka razy pojawiły się ich zdjęcia. Dzisiaj postanowiłam to zmienić, lecz zamiast dokładnego opisu ich pielęgnacji i zdjęcia poglądowego, będziecie mogli przeczytać o produktach, które w ostatnim czasie zużyłam. Stwierdziłam, że projekt denko zostaje zawieszony,a  w zamian za to będą pojawiały się tego typu wpisy. :) Mam nadzieję, że taka zmiana przypadnie Wam do gustu, a ja zapraszam Was na pierwszy tego typu post! :)

Garnier Ultra Doux odżywka do włosów awokado&masło karite  ok. 9 zł/200 ml
Historia zakupu? Bardzo proszę:
Pewnego dnia, gdy moja maska zaczynała się kończyć, a kolejna miała dopiero przyjść, postanowiłam kupić odżywkę, którą mogłabym używać na zmianę z maską. W Rossmannie akurat Garnier był w promocji, a że od dawna chciałam wypróbować tę kultową odżywkę to decyzja była bardzo szybka. :D
Producent obiecuje, że po użyciu włosy mają być miękkie, niewiarygodnie błyszczące, odżywione i zniknie problem z rozczesywaniem włosów. Jak ma się to do rzeczywistości? Całkiem nieźle. Włosy może nie wyglądają jak z reklamy, ale na pewno są miękkie i dobrze odżywione,a  rozczesywanie przebiega sprawniej. :) W zasadzie po skończeniu tej butelki byłam zachwycona, ale od dwóch tygodni używam innej odżywki również  z Garniera, która sprawdza się jeszcze lepiej, więc nie napiszę, że wersja z awokado i masłem karite jest najlepsza. :D Aczkolwiek ten hit blogosfery sprawdził się naprawdę bardzo, bardzo dobrze i wszystkim niezdecydowanym polecam (ale głównie włosom suchym i zniszczonym, bo dla niskoporowatych może okazać się za ciężka).
Alterra szampon dodający objętości bio-papaja i bio-bambus  9,99zł/200 ml
Z szamponami Alterry nie miałam najlepszych wspomnień. Wcześniej robiły mi straszne siano na głowie, a popularna seria z granatem i aloesem nie robiła nic, a nawet zostawiała po sobie spustoszenie jak po jakimś tajfunie. :D Lecz gdy skończył mi się ostatni rosyjski szampon bez slsów i innych dziwnych rzeczy (potem okazało się, że jeszcze jeden stał w szafce... :D) potrzebowałam czegoś w miarę normalnym składem na już. W Rossmannie była akurat promocja na Alterrę, więc postanowiłam dać tej firmie jeszcze jedną szansę i nie zawiodłam się. :) Szampon przepięknie pachnie  papają, mogłabym go wąchać godzinami. :D Musicie wiedzieć, że szamponem myję tylko skórę głowy (do mycia długości używam od czasu do czasu w ramach oczyszczenia szamponu trochę mocniejszego), która nie zareagowała w żaden zły sposób na ten produkt, zero łupieżu czy jakiś innych dziwnych efektów ubocznych. Włosy standardowo trzymały świeżość do dwóch dni i były ładnie podniesione u nasady, więc możemy stwierdzić, że zapewnienia producenta zostały spełnione. :)
Yves Rocher błyskawiczna maseczka odżywczo-odbudowująca ok 25 zł/150 ml 
Hmm... Produkt, który działa różnie. Raz po użyciu włosy były piękne, lśniące i lejące się, a kiedy indziej było to jedno, wielkie SIANO. Stosunkowo mała pojemność nie sprzyjała zbyt dobremu testowaniu, więc myślę, że musiałabym kupić jeszcze jedno takie opakowanie, bo ciężko mi coś szerzej napisać. ;) Chciałam tylko dać  znać, że u mnie sprawdziła się dość średnio, a ciekawa jestem, jakby się spisała, gdybym dolewała do niej różne dodatki. :)
Marion, 7 efektów kuracja z olejkiem arganowym ok. 7 zł/15 ml 
Olejek dostałam na urodziny od Zaczarowanej (pozdrawiamy Cię! :D) i skończyłam go już jakiś czas temu, ale nie miał chyba jeszcze okazji być przedstawiony w jakimkolwiek miejscu na blogu, więc robię to tutaj, bo muszę o nim wspomnieć! :D Olejku używam po każdym myciu najczęściej na już suche włosy (ewentualnie lekko wilgotne) w celu zabezpieczenia końcówek przed jakimiś uszkodzeniami. To jego jedyne zadanie, które spełnia  w 100%. Nie obciąża włosów, odpowiednio je chroni, ma piękny zapach i jest dodatkowo tani. :D Czego chcieć więcej? Nigdy nie używałam go na całe włosy, więc nie wiem, jakby się sprawdził w tej roli. :)

Jak wygląda Wasza pielęgnacja włosów, co ostatnio Wam się skończyło z tego typu produktów? Jakieś buble czy prawdziwe perełki? :) 
Pozdrawiam, 
Fabryczna :) 
P.S Pamiętam o Lednicy, ale w końcu to blog kosmetyczny i to tego typu posty muszą tutaj przeważać. :D

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Kosmetyczni ulubieńcy 2015 roku - pielęgnacja. :)

Heeej! :)
Taaak, nareszcie nadeszły wyczekiwane ferie. :D Przez najbliższe dwa tygodnie mam zamiar czytać, spędzić więcej czasu w blogosferze, czytać, jeździć na sankach, czytać i uczyć się na nadchodzące konkursy. :D Ambitnie zabrałam się właśnie za drugą część Władcy Pierścieni, co zresztą mogłyście zobaczyć na Instagramie (jestem tam o wiele częściej niż na FB czy tutaj! :D). Chciałabym przez te wolne dni skończyć Dwie wieże, a najlepiej być już w połowie ostatniego tomu - nie wiem, czy nie będą to plany na wyrost. :D Cóż, dzisiaj nie o książkach w każdym razie. :D Zapraszam Was do zapoznania się z ostatnią częścią kosmetycznego podsumowania 2015 roku. Dzisiaj skupię się na produktach pielęgnacyjnych. Większość z nich używam już od dobrych kilku miesięcy i sprawują się bez zarzutu, więc mogę Wam je polecić z czystym sumieniem. To jedziemy! :)
W pielęgnacji twarzy jestem dość monotonna. Od roku używam rumiankowej emulsji do mycia twarzy z Alverde i aktualnie w mojej łazience stoi 3 opakowanie (o ile nie pomyliłam się w liczeniu :D). Nie wyobrażam sobie zamiany tego produktu na cokolwiek innego, jest niezwykle delikatny, nie podrażnia i nie wysusza cery (choć miejcie na uwadze to, że mam cerę mieszaną :) ). Domywa resztki makijażu (oczu też). :) Po prostu geniusz w swojej kategorii,a więcej na jego tematu możecie poczytać TUTAJ.
A czym zmywam swój makijaż? Równie długo jak emulsji używam płynu micelarnego z Garniera w wersji dla skóry wrażliwej i powiem tak - usuwa wszystko to, czego najczęściej używam, czyli tuszu do rzęs, korektora i pudru. Z podkładem czy cieniami również daje sobie radę, ale nigdy nie miałam kosmetyków wodoodpornych, więc w tej w kwestii się nie wypowiem. Moją recenzję możecie znaleźć TUTAJ.
Na koniec zostawiłam sobie produkty stosunkowo najnowsze. W marcowej recenzji matująco-nawilżającego kremu z Tołpy pisałam Wam o zmianie składu produktu. Byłam nią trochę (nawet bardziej niż trochę :D) przerażona, bo dodano m.in. alcohol denat., z którym nie miałam najlepszych wspomnień. Na szczęście moje przypuszczenia były bezpodstawne i druga, tzw. "nowa wersja" była całkiem spoko, ale i tak wróciłam do tej pierwszej, bez poprawek. :) Gdzieś w październiku otworzyłam kolejny krem tej firmy, tym razem matujaco-korygujący i to jest to! Z całej trójki zdecydowanie najbardziej jego polecam, szczególnie na okres wiosenno-letnio-jesienny. Na zimę sięgnęłabym po pierwszą pozycję ze względu na większe właściwości nawilżające. :)
Ciało i włosy postanowiłam zebrać na jednym zdjęciu, gdyż nie za wiele tego mam. Jak widzicie w zestawieniu nie znalazł się żaden żel pod prysznic ani szampon z prostego powodu - są to produkty, które często zmieniam, rzadko kiedy trzymam się jednego,a  dodatkowo nie są one jakoś szczególnie "odkrywcze". Jasne, chętnie w tym roku sięgałam po żele Balea, ale po prostu je lubię, to nie jest żadne "woooow" czy coś. :D Natomiast zachwyt wywołują u mnie nadal masła The Body Shop. Na zdjęciu widzicie dwie najlepsze wersje, jakie do tej pory używałam - papaję oraz masło shea. Łączy je bardzo zwarta, prawdziwie maślana konsystencja (masło masłu nie równe jeśli chodzi o TBS, lubią różnić się konsystencją) przez co świetnie nawilżają skórę po kąpieli czy prysznicu. Zapach w przypadku papai utrzymuje się bardzo długo, ale nie jest nachalny. :) Produkty są w miarę wydajne, ale "nie dłużą się" jakoś szczególnie - nie zdążycie się nimi znudzić. :) Cóż mogę więcej napisać - uwielbiam masła tej firmy! :D
Jeśli jesteśmy już w temacie wszelakich nawilżaczy to muszę tutaj wspomnieć o Cetaphilu, który w mijającym roku ratowałam mnie wiele razy. Na początku pomógł mi w walce z liszajami i suchymi miejscami w okolicach łokci, potem używałam go na nos, gdy był maltretowany chusteczkami (kaaatar! :D), a teraz zastępuje mi on krem do rąk na moje spierzchnięcia. W każdej z tych ról sprawdzał się wyśmienicie. Cetaphil MD Dermoprotektor to produkt uniwersalny, nadający się w zasadzie do wszystkiego. Jego dokładniejszą recenzję możecie przeczytać TUTAJ. :)
W tym roku zdecydowanym hitem włosowym została rokitnikowa maska Maksymalna Objętość z Natura Siberica. Niestety już powoli się kończy (albo na szczęście, bo czeka na mnie maska z Yves Rocher, której już nie mogę się doczekać!), ale myślę, że jak tylko skończę swoje zapasy to kupię ją ponownie. Świetnie dociąża włosy, ale ich nie obciąża. Sprawia, że są mega miękkie, a do tego całkiem dobrze się układają. Nie niszczy też skrętu włosów, a nawet lekko go podkręca. :D Niestety odżywka z tej serii to jakaś porażka, okropnie przeciąża włosy, które wyglądają po jej użyciu jak niemyte. :( Nie wiem, co mam z  nią teraz zrobić, bo opakowanie ma AŻ 400 ml,a ja chyba nawet w połowie nie jestem. :D
Na urodziny Zaczarowana podarowała mi kurację z olejkiem arganowym 7 efektów z firmy Marion. Szczerze mówiąc, wtedy miałam swojego ulubieńca, który miał zabezpieczać moje końcówki przed uszkodzeniem ( jedwab z Green Phrmacy), ale w końcu się skończył, więc sięgnęłam po ten produkt. I bęc, bum, cyk, to najlepszy wybór był! :D Kosmetyk świetnie, wręcz genialnie pachnie, a do tego naprawdę dobrze spisuje się w roli, jaką dla niego przewidziałam i wyrzucił jedwab z mojej kosmetyczki raz na zawsze. :D
Ostatnią rzeczą, jaką widzicie na zdjęciu jest oliwka Babydream fur Mama, która znalazła się tutaj rzutem na taśmę głównie dlatego, że jest 1000 razy lepsza od wersji dla dzieci w niebieskim opakowaniu. Jeżeli właśnie jej używacie to zaopatrzcie się koniecznie w produkt ze zdjęcia - poczujecie wyraźną różnicę w olejowaniu włosów (a przynajmniej tak było u mnie). :D

Tym oto oliwkowym akcentem kończymy kosmetyczny przegląd hitów zeszłego roku. Znacie coś z tego zestawienia? Co Was najbardziej zainteresowało? :) 
Pozdrawiam, 
Fabryczna :D
P.S Przez urodziny u przyjaciółki gnębię w kółko piosenkę "Super Gut" MO-DO. :D KLIK dla chętnych :D 
P.S2 W ten weekend wyjeżdżam do Warszawy i niestety nie udało mi się napisać niczego na ten weekend. Jest mi bardzo z tego powodu przykro, ale mam nadzieję, że mi wybaczycie. :( Do zobaczenia w poniedziałek! Na pewno będę za to dostępna na Instagramie czy Facebooku, do których linki macie po prawej stronie. :)

wtorek, 24 lutego 2015

Zmywacz wagi ciężkiej i to dosłownie!

Cześć, cześć! :))
Dziękuję wszystkim za życzenie mi udanej podróży, która była naprawdę wspaniała, ale więcej na ten temat znajdziecie w Niebanalnym podsumowaniu, bo jakby nie patrzeć za 4 dni kończy się luty (i ferie).
Pozostając nadal w tematyce twarzowo-pielęgnacyjnej powstał post o słynnym już płynie micelarnym 3w1 od Garniera. Czy tym razem niewinny róż nadal jest taki niewinny czy może w środku znalazłam napój diabła/eliksir czarnoksiężnika/wiedźmy?
Ogromna (400 ml), plastikowa i ciężka butla na pewno na pierwszy rzut oka nie zachwyci osób, które często podróżują. Też miałam na samym początku z tym problem, ale znalazłam gdzieś w czeluściach mojej szafki 100ml butelkę i postanowiłam przelewać do niej płyn, gdy tylko się skończy. Dzięki temu w szafce z kosmetykami do codziennej pielęgnacji twarzy panuje większy porządek (nie zasłania mi widoku ten olbrzym) jak również podróżna kosmetyczka waży trochę mniej. :)
Producent pomyślał na szczęście o posiadaczkach długich paznokci, bo otwarcie zostało wyprofilowane tak, żeby nie było trzeba nie wiadomo jak kombinować przy otwieraniu (jak z paletami Inglota, tych z lusterkiem - ile razy ułamałam sobie kawałek paznokcia lub zdrapałam lakier). Otwarcie jest szczelne, nic się nie wylewa i ma odpowiednią wielkość. ;)
Producent sugeruje na opakowaniu, że produkt jest bezzapachowy oraz odpowiedni dla skóry wrażliwej. Tego drugiego niestety nie mogłam sprawdzić na własnej twarzy.
Na opakowaniu widnieje spory, różowy napis, który obwieszcza wszystkim klientkom drogerii, że oto właśnie przed nimi stoi super ekstra płyn 3w1! Do tego typu zapewnień podchodzę bardzo sceptycznie, bo jak coś może wykonywać tyle zadań na raz? Jeśli coś jest do wszystkiego to najczęściej jest do niczego. Na szczęście producent nie zaszalał z zadaniami produktu, co wyszło mu na dobre.
Płyn ma usuwać makijaż, oczyszczać i koić skórę. O ile przy pierwszych dwóch warunkach z czystym sumieniem mogę postawić haczyk, tak nie zauważyłam spełnienia ostatniej obietnicy. Wszystko dobrze się zmywało i nic więcej, żadnego ukojenia skóry nie zauważyłam, ale też nie podrażnił mi twarzy czy oczu, więc nadaje się do zmywania tuszu do rzęs czy cieni. Po przemyciu twarzy po kilku sekundach wchłania się w skórę nie pozostawiając po sobie uczucia ściągnięcia. :)
Postanowiłam zrobić mały test, który pokazuje jak produkt zmywał poszczególne kosmetyki kolorowe. Od lewej znajduje się cień w kremie z Maybelline, cień Catrice, róz Paese, znów cień w kremie Maybelline, kredka Max Factor, kamuflaż Catrice, pomadka Rimmela oraz Essence i tint Bell.
Pierwsze zdjęcie od góry przedstawia produkty świeżo nałożone, potem kolejno po jednym przetarciu wacikiem (tylko pół ręki, żebyście miały porównanie), dwóch i trzech (cała ręka). Jak widać tint z Bell (akurat to mnie wcale nie dziwi) nadal jest mocno widoczny. Dostrzec jeszcze można pozostałości pomadek oraz kamuflaża z Catrice. Według mnie płyn micelarny spisał się naprawdę bardzo dobrze. :)
Ta duża butla ma według producenta starczać na 200 zastosowań. Nie liczę tego, ale na pewno starczy mi na bardzo długi czas. Jego regularna cena to około 18 zł, ale warto czekać na promocję, bo wtedy można go kupić nawet za 12-13 zł. :) Dostępny w chyba wszystkich drogeriach i niektórych supermarketach. Aktualnie mój ulubiony płyn do demakijażu i raczej nie zamienię go na lepszy model. :)

Siedzę tak teraz z wyschniętymi już włosami i szlag mnie trafia jak nieregularnie się kręcą. Partia najbardziej widoczna beznadziejnie wygląda, skręt nijaki, suche jakieś, ale te z tyłu prezentują się ekstra! Są nawet miękkie i mocno zakręcone, choć akurat te z tyłu zawsze pięknie się prezentują czymkolwiek bym ich nie umyła. Czyżbym miała dwa rodzaje włosów? :D
Pozdrawiam, 
Fabryczna :)

poniedziałek, 7 października 2013

To jak to jest w końcu z tym Garnierem?

Hej :)
Już dawno temu obiecałam recenzję mojego ulubionego, jak do tej pory, toniku. Testuje go już naprawdę długo, dlatego mogę wystawić w pełni rzetelną opinię na temat Garniera Essentials toniku witaminowego z ekstraktem z winogron. 
Plasitkowa butelka o pojemności 200 ml fajnie wygląda na półce z kosmetykami. Szata graficzna dość prosta, ale zawiera wszystkie informacje jakie powinna. Produkt przeznaczony do cery normalnej i mieszanej, czyli w sam raz dla mnie i pewnie wielu z Was. :)
Zamknięcie jest świetne, na pewno sobie nie połamiecie paznokci. :) Sam otwór również prezentuje wysoki poziom (o ile można xD), bo nie wylewa się z niego za dużo produktu. Czyli można uznać, że opakowanie zasługuje na plus z mej strony. ;)
Nie wiem czy jest sens rozpisywać się nad konsystencją - płynna, bezbarwna, ale za to ładnie pachnąca :D Tak świeżo i owocowo - świetnie zaczyna się nim każdy poranek. :) 
Co do działania. Tonik świetnie oczyszcza, tonizuje oraz,co dla mnie jest niezmiernie ważne, nawilża jednocześnie nie zostawiając lepkiej warstwy, której większość z nas nie lubi. 
Zero uczucia ściągnięcia, przesuszenia czy zapchania. 
Niestety, pierwsze opakowanie toniku skończyło się szybko. Teraz mam wrażenie, ze "nauczyłam" się go używać i na dłużej mi starcza. 
Od strony finansowo-dostępowej jest też bardzo dobrze. Kosztuje około 13 zł, ale często jest w promocji za 8-10 zł. Znajdziecie go wszędzie, co jakiś czas pojawia się w Biedronce. 
Podsumowując jest to produkt, któremu można nadać tytuł " (prawie) idealnego". 
Warto po niego sięgnąć. :) 

Znacie jeszcze jakieś inne, dobre toniki? Po skończeniu drugiego opakowania mam ochotę na coś innego. :) 
Pozdrawiam, Fabryczna :*

wtorek, 2 kwietnia 2013

Poświąteczne zdobycze

Witajcie ;)
Niedawno pisałam o akcji ograniczania wydatków, a dzisiaj wpadłam do Rossa i zrobiłam "małe" zakupy. Planowałam jeszcze wejść do Biedronki, ale zrezygnowałam - mimo dość ciepłej pogody. W porównaniu do dnia wczorajszego dzisiaj temperatura jest naprawdę znośna. Śnieg się powoli topi, ale wczoraj wyjeżdżając od babci samochodem zakopałam się an środku podwórka - na szczęście obyło się bez wyciągania naszego auta ze śniegu. Udało się nam samemu wyjechać. ;) No dobra, koniec tej paplaniny, bo pewnie jesteście ciekawi co kryje w środku ta torebka... Swoją drogą nie miałam jej dzisiaj na zakupach.

Etykiety

-40% -49% #100happydays 20 twarzy... AA akcja Alterra Alverde ankieta astor Avon Babydream back to school Balea bardzo dobry Bath&Body Works baza pod cienie baza pod makijaż baza pod tusz BeautyBlender Bell Benefit Biedronka Bielenda Biolaven Organic Bioliq Biotanic bitwa Blistex blogerka kosmetyczna błyszczyki Boti Bourjois Boże Narodzenie bubel bzdety CandA Carmex Catrice Cetaphil cienie do powiek cień w kremie Cleanic Color Tattoo coś innego Czas Żniw Cztery Pory roku Czytelniczy zakamarek książkowy debiut demakijaż denko Dermika deser dłonie DM Dove dwufazowiec dzieciństwo Dzień babci i dziadka Dzień Dziecka ekobieca ekstrakt z banana emulsja EOS Epikbox Essence Eveline Evree Facebook Farmona FC Bayern film filmiki Fusswohl Garnier gazetka gąbeczka do makijażu genialny Gliceryna Golden Rose Green Pharmacy Hakuro HandM Healthy Mix hebe hydrolizat keratyny Hypoallergenic I<3Makeup idealny na lato informacja Inglot inne inne blogi Isana jedzenie Joannna John Green Joko kakao Kamill kamuflaż kino Kobo kolorówka korektor kosmetyczka kotek kredka do ust krem do rąk krem do stóp krem do twarzy krem pod oczy krzywe paznokcie lepiej nie patrzeć książka książka czy film kultura KWC L'biotica l'oreal lakier do paznokci Lirene lista lotion Lovely małe co nieco małe informacje Manhattan Marion maseczka masełka maska maska własnej roboty masło maxfactor Maybelline mgiełki Mikołajki mini-recenzje minti shop. Zoeva Miss Selene Miss Sporty Mizon mleczko pszczele Montagne Jeunesse mój pierwszy raz mus do ciała muzyka My Secret nagrody najlepsi z najlepszych Nakręćmy się na wiosnę Natura Natura Siberica nic Niebanalne podsumowanie Nivea nowa kolekcja nowe książki nowy wygląd o mnie odkrycie roku odżywka odżywka do rzęs odżywka w sprayu olejek olejek do włosów ołtfit Organic Shop Organique Oriflame Original Source Orly Orsay OSZUSTKA P2 Pantene paznokcie Paznokciowy Team peeling Pepco Perfecta pędzle pianka do mycia ciała piaskowy pielęgnacja pielęgnacja twarzy pielęgnacja włosów Pierre Rene Pilomax płyn micelarny po raz drugi Podaruj Paczkę podkład podsumowanie pomadka porównanie postanowienie powitanie Poznaj Fabryczną! prawie debiut prezent promocja promocje przesyłki puder recenzja recenzja książki rimmel Rival de Loop Rossmann rozdanie rozświetlacz różne sally hansen Samantha Shannon saszetka Schauma Sekret Urody Sensique Serum siemię lniane słodycze Soraya stopy Super-Pharm Synergen szablon szampon szminka Święta Tag taka radość że hoho tanie a dobre The Body Shop The Sims 4 The Versatile Blogger Tkmaxx Tołpa ToniandGuy tonik tort tusz do rzęs Tutti Frutti twarz ubrania ulubieńcy roku ulubiona książka ulubione blogi ulubiony produkt Under20 urodziny Wet N Wild Wibo włosowe zdjęcia włosy wow zdążyłam na czas wszystko co lubię wycofywane produkty wygrana wyniki wysuszacz do paznokci/lakieru wyzwanie wzorek Yoskine YouTube Yves Rocher z życia wzięte zabawy zakupy zapowiedź zdobienie zestawienie Ziaja Zoeva żel do mycia twarzy żel pod prysznic życzenia
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka