niedziela, 16 sierpnia 2015

Papierowe miasto, papierowi ludzie, papierowe budynki - Papierowe miasta Johna Greena jako książka i film.

Czeeeść!
Pamiętaj, że czasami nasze wyobrażenie drugiej osoby niewiele ma wspólnego z tym, kim ona naprawdę jest.
Autor: John Green
Liczba stron: 400
Data premiery:  czerwca 2013
Tytuł: Papierowe miasta


Zarys fabuły, który pokrywa się z zarysem filmu
Quentin oraz Margo przyjaźnili się w czasie swojego dzieciństwa. Pewnego dnia odkryli coś strasznego, co podobno zmieniło wszystko. Chłopak kończy właśnie liceum i przez całą szkołę ani razu nie odezwał się do swojej dawnej przyjaciółki i miłości swojego życia. Nagle w nocy wpada do jego pokoju owa dziewczyna i razem wyruszają samochodem jego mamy w podróż - misję, która ma zmienić wszystko. Następnego dnia Margo znika. Zrozpaczony Quentin postanawia ją odnaleźć. 

Każdy z nas zaczyna życie jako wodoszczelny okręt. Ale potem przydarzają się nam różne rzeczy - ludzie nas opuszczają albo nas nie kochają, albo nas nie rozumieją, albo my ich nie rozumiemy, więc tracimy, przegrywamy i ranimy się wzajemnie. I okręt zaczyna miejscami pękać. No, a kiedy okręt pęka, koniec staje się nieunikniony.
Kwestie techniczne
Książka wydana została w miękkiej okładce ze skrzydełkami. Kolorystycznie oraz kompozycyjnie została wydana jak wszystkie powieści Johna Greena, przez co możemy je ładnie ustawić na półce. :)
Wiesz, na czym polega twój problem, Quentin? Stale oczekujesz, że ludzie nie będą sobą. Tylko pomyśl, mógłbym cię nienawidzić za to, że jesteś nieprzyzwoicie niepunktualny, że nigdy nie wykazujesz zainteresowania niczym innym oprócz Margo Roth Spiegelman, że praktycznie nigdy mnie nie pytasz, jak mi się układa z moją dziewczyną - ale mam to gdzieś, człowieku, bo ty to ty. Do licha, moi rodzice mają legiony czarnoskórych mikołajów, no i dobrze. Tacy już są. Ja mam taką obsesję na punkcie pewnej internetowej encyklopedii, że czasem nie odbieram telefonów od przyjaciół, a nawet od mojej dziewczyny. I to też jest w porządku. Taki już jestem. Ty i tak mnie lubisz. A ja lubię ciebie. Jesteś zabawny i bystry, i chociaż się spóźniasz, w końcu zawsze przychodzisz. 
mój ulubiony fragment
Opinia Ma
Zacznę od tego, że bardzo cenię Greena i jego twórczość, przeczytałam wszystkie jego książki i mam swoje perełki, jak i ogromne niewypały czy rozczarowania. Niestety ta pozycja należy do tej drugiej kategorii. Sam pomysł jest naprawdę ok, ale niestety dwójka głównych bohaterów NIEZWYKLE mnie irytowała. Mowa tu o Margo (która chyba wszystkich irytowała) oraz Quentinie. Niestety nie popieram myślenia chłopaka (czemu ci przyjaciele nie są na każde moje zawołanie?) i zdecydowanie lepszym bohaterem był Radar, który wyglądał na jedynego rozsądnego (jako jeden z nielicznych postanowi doprowadzić szanownego Q do pionu :D). Polubiłam również rodziców Q (jak na książkowych rodziców mieli sporo racji) oraz Lacey, która wcale nie jest tak pusta. ;) 
Głównym motywem w tym dziele jest podróż i na początku wydawało mi się, że powieść drogi nie może być nudna i powtarzalna. Niestety lekko przeliczyłam się, bo myślę, że można było delikatnie skrócić ten objazd po budynkach. Sam tytułowy motyw papierowych miast jest ciekawy - słyszałam kiedyś o czymś takim, ale wykorzystanie tego to coś nowego w świecie literatury. :) 
Język wiadomo, typowo młodzieżowy, sporo ciętego języka czy lekko sprośnych dowcipów (Ben!) oraz jakiś przekleństw - w końcu głowni bohaterowie to licealiści, młodzież i to do nich głównie słowa swe kierował John.

Podsumowując 
Papierowe miasta, jak pewnie się wczytaliście, średnio przypadły mi do gustu, aczkolwiek najtragiczniejsze nie były. Na Lubimy czytać dostały ode mnie 6/10 za ciekawy pomysł oraz postacie, które wyróżniłam (rodzice, Lacey, Radar). Jak to zwykle bywa, książkę czyta się niesamowicie szybko, lecz czasami musiałam odłożyć lekturę na bok ze względu na szybko wzrastającą irytację. :D Niemniej jednak na kartach utworu możemy znaleźć naprawdę wspaniałe przesłanie, które często mi towarzyszy - warto je odkryć. :)



A jaki mam stosunek do filmu? 
Jak zapewne wiecie, bo ciężko o tym było NIE SŁYSZEĆ, niedawno ( 31 lipca) miała swoją premierę ekranizacja książki Zielonego. Początkowo iść nie miałam, bo nie miało być mnie w domu, ale jakoś tak wyszło, że jednak się wybrałam i żałuję, że wydałam pieniądze na kino, bo spokojnie mogłam to obejrzeć w domu. Jest to w zasadzie typowy film dla młodzieży, lekki i pewnie większości się spodoba, ale po raz kolejny na własnej skórze przekonałam się, że nie przepadam za takim gatunkiem (wolę krew, walki, strach czy coś niebanalnego z niewielką albo znikomą ilością miłości). Niestety powycinali najlepsze elementy całej książki zostawiając suchą historię i nic więcej,a dodatkowo zostało napiętnowane to, co nie podobało mi się w papierowej wersji. Wszystkie dowcipy, które czytane wydawały się śmieszne, w filmie były dość żenujące, średnia kopia pierwowzoru. Jedynym plusem jest zakończenie - zupełne inne, ale zarazem o wiele lepsze, niesamowicie przypadło mi do gustu. :)

Lubicie taki gatunek, czyli coś a'la młodzieżówka? Papierowe miasta jako film zostały zakwalifikowane do romansu i czy ja wiem... Choć z drugiej strony nie wiem, pod co innego to podciągnąć. :D
Widzieliście film lub czytaliście książkę? Znacie Greena? :)

Pozdrawiam, Fabryczna :)

środa, 12 sierpnia 2015

Kolorowe lato na ustach z kredkami Bourjois Color Boost. :)

Czeeeść! :D
Dzisiaj wybrałam się na basen i stwierdzam, że basen bez zjeżdżalni, kryty i z niewielką ilością ludzi jest naprawdę spoko. :D Do tego wybrałam się jeszcze do Biedronki po zeszyty (instagramowicze wiedzą, jakie kupiłam :D), a na koniec wstąpiłam do biblioteki. Zobaczyłam, że mają Więźnia labiryntu, ale nie było aktualnie pierwszej części, a szkoda, bo jestem ciekawa tego bestselleru (najlepszego seleru :P). Wzięłam za to Kwiaty na poddaszu oraz Miasto44 - po raz pierwszy mam książkę napisaną na podstawie filmu. :D
edit: to wszystko miało miejsce w poniedziałek...Brak internetu spowodował małe obsunięcie w czasie publikacji postu. ;)

A przechodząc do tematu... To, że jestem miłośniczką wszelkich błyszczyków i pomadek wiadomo nie od dziś, więc szminki w postaci kredki do ust musiały trafić i w moje ręce. Sięgnęłam po te z Bourjois, bo były bardzo polecane. Czy to był dobry wybór? ;)
Opakowanie jest dość porządne, ale z jedną wadą - napisy ścierają się dość szybko. Pomarańczową kredkę mam od roku i jak widzicie z napisów nie zostało praktycznie nic. Fuksjowa jest w moim posiadaniu od końca kwietnia i już powoli spotyka ją taki sam los, jak jej poprzedniczkę, a musicie widzieć, że takich rzeczy nie oszczędzam. :D Jeżdżą ze mną wszędzie, walają się po kosmetyczkach, torebkach, torbach, kieszeniach, pudełkach i to chyba wszystko. :D  Ale, co najważniejsze, żadna się nie połamała, zakrętki są całe, mechanizm wykręcania działa bez zacinania, więc jest dobrze.
Nie wiem, czy zauważycie (niestety nie zauważycie, bo nie mam zdjęcia :( ), ale pomarańczowy wkład jest dość mocno hm... sponiewierany. :D Wynika to z tego, że chwilami mam pewne problemy z koordynacją swoich ruchów i nie potrafię trafić w nakrętkę. :D
Pachnie słodko, jakby owocowo, bardzo przyjemnie, a do tego równie dobrze smakuje, choć może do smaku dodana jest nutka takiej szminki - chyba wiecie, o co mi chodzi. :D
03 Orange Punch
Kolor można stopniować, zależy od humoru. :) Orange Punch nie jest tak mocno pomarańczowy, jak kolor opakowania - to delikatny kolor, świetny na co dzień i lato. Fuchsia Libre to kolor mocniejszy, ale ostatnio noszę go najczęściej, bo świetnie komponował się np. z moją weselną kreacją czy niebieską, wakacyjną sukienką. :)
Trwałość pomadek jest zadowalająca - jest to koło 4-5 godzin, ale kolory lubią "wżerać się" w usta, więc mimo, że błysk zniknie to kolor pozostaje - delikatniejszy, lecz nadal daje znać o swojej obecności. Jeśli chodzi o problemowość z wylewaniem się poza kontur ust itd. to takowej nie zanotowałam, aczkolwiek myślę, że do fuksji przydałaby się jakaś konturówka. Produkt nie wysusza ust.
Fuchsia Libre
Color Boost to genialny produkt, który po prostu uwielbiam! Nie wyobrażam sobie w tym momencie lata bez nich, bo to coś pomiędzy błyszczykiem a typową szminką. To coś idealnie spisuje się na aktualne upały, bo praktycznie ich nie czuć podczas noszenia i nie wyglądają na ustach "ciężko". Dostępne są w drogeriach z szafami Bourjois np. Rossmann, Hebe czy Superpharm w cenie około 27 złotych. :)

Miałyście z nimi kiedykolwiek styczność? :)
Pozdrawiam, Fabryczna

Etykiety

-40% -49% #100happydays 20 twarzy... AA akcja Alterra Alverde ankieta astor Avon Babydream back to school Balea bardzo dobry Bath&Body Works baza pod cienie baza pod makijaż baza pod tusz BeautyBlender Bell Benefit Biedronka Bielenda Biolaven Organic Bioliq Biotanic bitwa Blistex blogerka kosmetyczna błyszczyki Boti Bourjois Boże Narodzenie bubel bzdety CandA Carmex Catrice Cetaphil cienie do powiek cień w kremie Cleanic Color Tattoo coś innego Czas Żniw Cztery Pory roku Czytelniczy zakamarek książkowy debiut demakijaż denko Dermika deser dłonie DM Dove dwufazowiec dzieciństwo Dzień babci i dziadka Dzień Dziecka ekobieca ekstrakt z banana emulsja EOS Epikbox Essence Eveline Evree Facebook Farmona FC Bayern film filmiki Fusswohl Garnier gazetka gąbeczka do makijażu genialny Gliceryna Golden Rose Green Pharmacy Hakuro HandM Healthy Mix hebe hydrolizat keratyny Hypoallergenic I<3Makeup idealny na lato informacja Inglot inne inne blogi Isana jedzenie Joannna John Green Joko kakao Kamill kamuflaż kino Kobo kolorówka korektor kosmetyczka kotek kredka do ust krem do rąk krem do stóp krem do twarzy krem pod oczy krzywe paznokcie lepiej nie patrzeć książka książka czy film kultura KWC L'biotica l'oreal lakier do paznokci Lirene lista lotion Lovely małe co nieco małe informacje Manhattan Marion maseczka masełka maska maska własnej roboty masło maxfactor Maybelline mgiełki Mikołajki mini-recenzje minti shop. Zoeva Miss Selene Miss Sporty Mizon mleczko pszczele Montagne Jeunesse mój pierwszy raz mus do ciała muzyka My Secret nagrody najlepsi z najlepszych Nakręćmy się na wiosnę Natura Natura Siberica nic Niebanalne podsumowanie Nivea nowa kolekcja nowe książki nowy wygląd o mnie odkrycie roku odżywka odżywka do rzęs odżywka w sprayu olejek olejek do włosów ołtfit Organic Shop Organique Oriflame Original Source Orly Orsay OSZUSTKA P2 Pantene paznokcie Paznokciowy Team peeling Pepco Perfecta pędzle pianka do mycia ciała piaskowy pielęgnacja pielęgnacja twarzy pielęgnacja włosów Pierre Rene Pilomax płyn micelarny po raz drugi Podaruj Paczkę podkład podsumowanie pomadka porównanie postanowienie powitanie Poznaj Fabryczną! prawie debiut prezent promocja promocje przesyłki puder recenzja recenzja książki rimmel Rival de Loop Rossmann rozdanie rozświetlacz różne sally hansen Samantha Shannon saszetka Schauma Sekret Urody Sensique Serum siemię lniane słodycze Soraya stopy Super-Pharm Synergen szablon szampon szminka Święta Tag taka radość że hoho tanie a dobre The Body Shop The Sims 4 The Versatile Blogger Tkmaxx Tołpa ToniandGuy tonik tort tusz do rzęs Tutti Frutti twarz ubrania ulubieńcy roku ulubiona książka ulubione blogi ulubiony produkt Under20 urodziny Wet N Wild Wibo włosowe zdjęcia włosy wow zdążyłam na czas wszystko co lubię wycofywane produkty wygrana wyniki wysuszacz do paznokci/lakieru wyzwanie wzorek Yoskine YouTube Yves Rocher z życia wzięte zabawy zakupy zapowiedź zdobienie zestawienie Ziaja Zoeva żel do mycia twarzy żel pod prysznic życzenia
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka